czwartek, 14 września 2017

Ara z resztek niebieskości

Chyba każda dziewiarka ma u siebie w pudełkach małe kłębuszki, resztki włóczek z którymi nie wiadomo co zrobić, gdyż nawet na szaliczek czy skarpetki jest ich za mało. Jakiś czas temu przeglądając moje zasoby włóczkowe, rozlokowane w różnych dziwnych zakamarkach mieszkania, natknęłam się własnie na takie pozostałości motkowe. Wybrałam wszelkie niebieskości pasujące grubością i kompletnie nie planowo, wydziergałam, na zakończenie sezonu, letnią bluzkę bokiem.


Początkowo zamierzałam użyć tego wzoru, jednakże może przez wzgląd na inną włóczkę lub druty, mimo że wybrałam najmniejszy rozmiar miałam wrażenie iż produkuję płachtę na całkiem sporego słonia, a że słonia żywego nie posiadam to ostatecznie wzór był tylko bardzo luźną inspiracją i całość, choć spapugowana, jest jak zwykle po mojemu ;)

Najpierw robiłam części środkowe przodu i tyłu. Na obie nabierałam na szydełkowy łańcuszek po 106 oczek Na przodzie robiłam coś w rodzaju podkroju dekoltu przerabiając 16 razy po dwa razem z jednej strony 5 oczek od brzegu, później 48 rzędów bez kombinowania i 16 razy oczko dodane jako wkute 5 oczek od tego samego brzegu w co drugim rzędzie. Z tyłu odjęłam na podkrój tylko jedno oczko i tylko jedno dodałam, i tył jest węższy od przodu o jakieś 4 rzędy (bałam się że mi się motek skończy). Zarówno przód jak i tył przerabiałam czymś w rodzaju mozaiki, chciałam w ten sposób rozmyć nieco kolorowe pasy farbowania. Wzorek był prosty co 3 oczko było przekładane bez przerabiania z nitką z po lewej stronie przez dwa rzędy, w co drugim rzędzie, z tym że raz zaczynałam od oczka trzeciego a raz od piątego. Po zrobieniu przodu i tyłu dorabiałam boki już dżersejem, i znów sugerując się nieco wzorem kształtowałam ramiona odejmując 10 razy po jednym oczku 11 oczek od górnej krawędzi, 4 rzędy na prosto i zamykałam od dolnej krawędzi, 52 oczka, 4 oczka, 3 oczka, 2 oczka, 4 razy po 1 oczku i 4 rzędy ostatnie rękawka zwykłym ściągaczem. Wszystkie 4 boczne części były robione identycznie, z tym że aby uniknąć szycia po zrobieniu całego przodu gdy robiłam tył przy zamykaniu jego oczek przeciągałam je przez zamknięte oczka na krawędziach przodu i dopiero je zamykałam po lewej stronie (niestety być możne przez to bluzeczka przejawia niekontrolowane tendencje do skręcania :/ ), więc całość mimo że robiona w częściach jest jednak bezszwowa. W ramach wykończenia włóczki dorobiłam jeszcze dolny i górny ściągacz, na który oczka nabrałam na krawędziach otworów, i przy okazji nieco zmniejszyłam dekolt tak żeby jednak z ramion się nie zsuwał ;) 

Całość papugowatej (i przez wzgląd na inspirację jak i na kolor który mi się z arami modrymi kojarzy) bluzki mimo że znacznie mniejsza niż w oryginalnym wzorze jak widać nadal oversize, sądzę że osoba nosząca 40/42 by się w nią spokojnie zmieściła, po bokach jest dużo luzu.




Technicznie: pomysł mój ale inspirowany wzorem linkowanym powyżej, druty 4, włóczki to niecały motek Divy Alize kolor niebieski 245 na boki, jakieś 2/3 motka Divy Batik Alize kolor 4537 (z którego wycięłam majtkowy róż) na przód i 50 gramowy moteczek niebieskiej 08 bawełny Altin Basak Myra na plecy.

A teraz uwaga będą obiecane w poprzednim poście zdjęcia plenerowe. Oglądacie na własne ryzyko. Modelka ze mnie, jak już wiecie, wybitnie kiepska (na dodatek okularów maskujących zapomniałam), a że jednocześnie sama robiłam zdjęcia telefonem, (tzn. telefon był na samowyzwalaczu ale ja go pilnowałam żeby się w zielone odmęty nie stoczył i nie utonął, oraz próbowałam przy tym nie mieć zeza, idiotycznej miny i sylwetki pogiętej reumatyczne, a i używałam roweru, torby oraz kurtki jako statywu mega niestabilnego żeby było jeszcze prościej), więc wyszło jak wyszło, ale jest i żeby się nie zmarnowało wrzucam... jakby co ostrzegałam ;) 
Dla złagodzenia traumatycznych doznań wzrokowych plener znalazłam uspokajająco zieloniutki, mogący w porywach udawać dżungle amazońską i to niecałe 5 minut spacerkiem od domu ;) Można śmiało podziwiać zieleń a na ten element nie pasujący kolorystycznie zwyczajnie nie zwracać uwagi, bo bluzkę i tak lepiej widać na zdjęciach  ścianowych bezgłowych :D a w plenerze się tylko się jej tendencje skrętne uaktywniły...







To jeszcze tapety kojące dla oczu wrzucę ;)




Pozdrawiam, pięknego kolorowego babiego lata życząc, nawet jesli pogoda postanowi inaczej ;)


Piosenka ze specjalną dedykacją dla tego, który widząc te fotki nazwał mnie "panną z bagien"  i dla wszystkich "panien z bagien" też :D


czwartek, 7 września 2017

Brązowy kapturek

Wrzesień zaczął się w tym roku gwałtowną zmianą pogody w związku z czym chwilowo nie zaprezentuję ostatniej z wydzierganych letnich bluzek (poczekam, być może się jeszcze ociepli i uda się ją plenerowo obfocić) 

A tym czasem żeby nie generować blogowej ciszy przedstawiam szybki, niezbyt wielki, ale za to praktyczny przy obecnej aurze, udzierg czyli kapturokomin. Tu w wersji "jesienny grzybek na letniej łące" ;)




Kapturkokomin wydziergałam w ramach przerywnika między swetrami gdy znalazłam upchnięty pokątnie (w moim starym pianinie!) brązowy motek (swoją drogą własna pomysłowość w upychaniu włóczek mnie nie przestaje zadziwiać, nie zaskoczę się jeśli któregoś dnia znajdę jakiś kłębek w piekarniku czy lodówce kompletnie przy tym nie pamiętając jak i kiedy go tam wsadziłam). Pierwotnie zamierzałam użyć go do dorobienia golfu i być może lekkiego przedłużenia Siggy, jednakże okazało się że to inny odcień brązowego, dlatego też kaptur powstał jako byt osobny, który jednakowoż można założyć do wspomnianego swetra, bo użyłam w nim dokładnie tego samego wzoru warkoczy.

Robiłam od góry całkowicie bezszwowo, najpierw kaptur w rzędach a w część szyjną w okrążeniach. Zaczęłam od nabrania oczek tak jak na skarpetki robione od palców (wybaczcie ale zwyczajnie nie wiem jak się ta technika nazywa, a jej nazwa nie jest mi do niczego potrzebna). Notatek przy produkcji tego prototypu niestety nie robiłam, a że to było ze trzy swetry temu więc dokładnie nie pamiętam, ale oczek było około 120 - 130, (czyli po mniej więcej 60 kilka nabranych początkowo na każdym drucie), z czego ponad 20 na początkowy (robiony razem z całością) i-cord i motyw warkoczowy na każdym brzegu. Kształt "grzybka" był uzyskany rzędami skróconymi, z każdej strony podnosiłam lekko przody od mniej więcej oczek po i-cordzie i warkoczu (najlepiej widać to na drugim zdjęciu) i kształtowałam leciutki łuk na czubku kapturka (nie podobają mi się takie w totalny szpic). Na wysokości zwęziłam nieco kaptur przerabiając po dwa razem z obu stron kilka oczek od środka. Gdy wysokość była już odpowiednia na chwilę (około 4 rzędów) zrezygnowałam z warkoczy za to skrzyżowałam ze sobą przody (czyli około 20 oczek z prawego zamieniło się miejscem z 20 oczkami z lewego przodu) łącząc przy tym dziergało w okrąg. Ta krzyżówka mogła być nieco mniejsza ale zależało mi żeby komin dobrze przylegał do szyj. Część szyjną robiłam ponownie motywem warkoczy, nieco zmieniając wzór i poszerzając ją lekko ku dołowi. Całość wykończyłam na dole zamykając oczka i-cordem.

A tak wygląda udzierg  naludziowo w wersji "zdjęcia potarganej kosmitki" ;)





Technicznie: pomysł mój (wersja kształtowo udoskonalona będzie wykorzystana w powstającym własnie swetrze), włóczka to prawdopodobnie brązowy Kotek, zużyty cały motek 100g, druty 4.

Pozdrawiam cieplutko, udanej końcówki lata w której kapturkokominy nie są potrzebne do rowerowania po mieście, ciepła i słoneczka życząc ;)

ps. Wkręciła mi się ta ostatnio bardzo piosenka, więc mimo że "nie w temacie" to ją wstawiam (no i jak zwykle u Pink ma mądry tekst więc warto się wsłuchać)

środa, 23 sierpnia 2017

Pół kilo owczej sierści

Nadchodzi zima, a nawet według serialowej "Gry o tron" już nadeszła, więc jako że nie uznaje prostych rozwiązań, w największe upały tego lata dziergałam (w rękawiczkach a jakże)  z grubiutkiej wełny ;) 
Sweter miał być ciepły, w miarę luźny, "nieprzekombinowany" (hm... jasne tak to się u mnie nie da) i wygodny, żeby można w nim było uprawiać zimowe szaleństwa. A wyszło toto ;)


Produkowałam go jako odskocznie od lnianych cienizn i drutowykałaczek. Robiłam szczegółowe notatki żeby móc się podzielić, może nie tyle samym "wzorem", ile rozwiązaniem technicznym łączącym contiguous z reglanem i pozwalającym uzyskać fajny kształt ramion (nieco podobny do tego z mojej Astrydy, ale uzyskany w inny, prostszy sposób), bo poza nimi całość jest dość banalna. Niestety w wyniku splotu dziwnych zdarzeń jedna z kartek zawierających szczegóły zaginęła bez wieści a raczej prawdopodobnie została z rozpędu wyrzucona. Druga zawiera tylko moje bazgroły, ciągi cyfr oraz rysunek poglądowy zastosowanej przeplatanki (który powstał w trakcie oglądania transmisji gimnastyki artystycznej na igrzyskach sportów nieolimpijskich, jako wariacja na temat kółek olimpijskich ;) dlatego udzierg na ravelry ma na imię Olimpia). Wrzucam tu zdjęcie z tego uchwyconego procesu myślowego po to żeby był pogląd na to jak "projektuje" moje swetry i warkocze na nich ;) 


Detale dziergadła już mi się nieco w pamięci zatarły (nie mogłam się zabrać za ten wpis) tym bardziej że w tzw. międzyczasie głównie prułam, unicestwiłam kilka (jak nie kilkanaście) niezadowalających prototypów z włóczek różnorakich, ostatnio mi dzierganie nie idzie... ale postaram się proces produkcyjny tego zimowego swetra w miarę możliwości odtworzyć ;)

Powyższa prosta przeplatanka w różnych wariantach jest (jak widać) użyta w ramach ozdoby na półgolfie (oraz udawanym wisiorze żeby nie było za nudno z przodu), ramionach, mankietach i zamiast dolnego ściągacza. Plecionka powstała z prawych przekręconych, z nich są też atrapy szwów wszelakich, a cała reszta to morze lewych oczek (miało nie być przekombinowane ;) )




Nigdy nie przepadałam za lewymi robionymi na okrągło, ale w tym swetrze dziergało mi się je całkiem miło. Jedyne co mnie doprowadzało do szału to pęczki w fabrycznie nowych motkach. Nie dość że ktoś, w swym geniuszu powalającym, zdecydował żeby grubą wełnę sprzedawać w motkach mających zaledwie 75 metrów, to jeszcze zdarzały się takie w których były i po 3 supełki! Ledwo się trochę rozpędziłam z machaniem drutami a już musiałam zwalniać i te przeszkody jakoś obchodzić, a że nie umiem rozwiązywać pęków w rękawiczkach to wrrr... się z wełną zdecydowanie nie dogadam.

Konstrukcyjnie, tak jak już wspomniałam, to połączenie dwóch metod. Robiłam od góry. Półgolf a właściwie to przeplatankę na nim rozplanowałam tak, żeby części które będą ciągnięte na ramionach i te na przód oraz tył się nie łączyły. Z moich hieroglifów wynika że było to 62 oczka dzielone 4-20-14-20-4, z tego co pamiętam to są też zastosowane chyba trzy razy rzędy skrócone żeby podnieść tył, (szczegóły zaginęły). Następnie oczka były dodawane wokół tych 20 z plecionką na rękawach tylko na przód i tył tak jak w metodzie na C ale w każdym okrążeniu, i były dodawane jako prawe przekręcone wkute żeby uzyskać w miarę wyraźny szew. Po uzyskaniu na przód oczek 44 a na tył 40, zaczęłam dodawać je już tak jak na reglan, czyli i na rękawy i na korpusik po równo co drugie okrążenie, tym razem jako wkute lewe wokół ciągniętych "szwów" z prawych przekręconych. Ostatecznie na rękawy było ich 38, na przód 70 a na tył 66, dodatkowo na podkroje dodałam po 7 (zamknięte do 5 na korpusie a na rękawie do 6). Korpus jest robiony prosto, po bokach są ciągnięte przekręcone prawe jako atrapy szwów, przed plecionką na dole są odjęte dwa oczka żeby ich liczba była podzielna przez 6 (144)  i pasowała do przeplatanki (którą rozliczałam kilka razy zanim mi pasowała). Rękawy na mankietach mają 42 oczka. I tyle wiem z moich ocalałych, widocznych na fotce, bazgrołkonotatek ;)

W pewnym momencie miałam całkiem spore obawy czy rozmiar docelowy będzie dobry, ponieważ na poczatku wzięłam poprawkę na rozciąganie się wełny, a nagle całość mi się malutka i króciutka wydała tuż przed końcem ostatniego motka. Na szczęście po moczeniu, wykręcaniu (tak wykręcałam brutalnie wełnę! rękoma własnymi) lekkim naciąganiu i schnięciu na płasko w upale jest ok, chociaż miało być w założeniu bardziej oversize, ale z długością rękawów niemalże trafiłam (da się je jeszcze wyciągnąć). I całe szczęście bo zostały mi się może z 2 metry włóczki z nabytych 10 motków. Tylko kompletnie nie rozumiem czemu sweter położony (no dobra fantazyjnie i niedbale rzucony) na fotel na może godzinkę się pogniótł (przecież na nim nie siedziałam)... Trudno wybaczcie, drugi raz go nie moczyłam, na fotkach (robionych przy 28 stopniach w pomieszczeniu i 35 na zewnątrz, na bardzo szybko bo wełna, i alergia więc gryzie, i bo upał, i się gotuję żywcem we własnym sosie, i współczuje owcom wełniastym niezmiernie że musza żyć w takich swetrach i zdjąć ich nie mogą) jest lekko wymiętolony żeby tak idealnie nie było, ale za to morza pęczków prawie nie widać ;P

To tyle opisu, dygresji, przygód i kombinacji z przetworzonym na sweter owczym runem (pełnym supełków) w roli głównej ;) Jeszcze tylko fotki naludziowe.






Dane techniczne:
Pomysł całkowicie mój, włóczka Drops Big Merino koloru 08 (producent twierdzi że to marmur dla mnie leciutko fioletowy szary), zużycie 10 motków czyli 500g, druty 5 (próbka mierzona na gotowym swetrze po moczeniu i wykręcaniu oraz naciąganiu idealna z tym co na etykiecie)

Pozdrawiam cieplutko i jeszcze letnio i wakacyjnie, choć już w zimowym swetrze ;)



niedziela, 6 sierpnia 2017

Wariacje z Viktorią

...czyli o tym jak to potrafię "zmasakrować" nawet najlepszy i najgenialniejszy projekt ;)

Pisałam już kiedyś że nie potrafię dziergać z wzorów, nawet tych własnych. Z czyiś tym bardziej, ale Viktorię Jennifer Wood mieć musiałam, gdyż zakochałam się w tym sweterku od pierwszego spojrzenia (na jego plecy) już dawno temu i mi uczucie nie minęło. Kiedy po perypetiach, których nie będę tutaj opisywać (żeby nie wyjść na kompletną ofiarę losu), udało mi się nareszcie zdobyć (legalnie) wzór stwierdziłam, że jednak za dużo dobrego w nim jest jak na mój gust i zaczęłam zmieniać "na lepsze" hm... 
Po pierwsze zmieniłam materiał z wełny na len, a w związku z tym zmieniłam też grubość drutów, czyli całe rozliczenia oczek z oryginału przestały mnie kompletnie interesować (swoją droga nie wiem dlaczego ale w 99% projektów oryginalnych mam wrażenie że ich autorki nabierają oczek dużo za dużo na obwody wszelakie, tym bardziej że wełna z której dziergają się rozciąga) a co za tym idzie z projektu pani Wood wykorzystałam tylko i wyłącznie wzór ażurowy i pomysł na plecy, ale nawet tam trochę namieszałam, zobaczcie zresztą sami ;)





"Pracę nad projektem" zaczęłam od rozrysowania sobie na kartce ażurowego wzoru nie w wersji całościowej tylko jednego powtórzenia motywu, a właściwie dwóch połówek jednego motywu (coby to wykorzystywać jednocześnie i przy rękawach, i przy plecach bez zezowania na różne strony, oraz od wyliczenia ile ja tych oczek właściwie potrzebuję, żeby mi się i ażur zmieścił, i całość worka nie przypominała oraz z ramion nie spadała. Wyszło mi że jak nabiorę na całość 144 oczka u góry powinno być ok. Między 49 oczek na przód i tył i 17 na rękawy wcisnęłam ozdobne paski z trzech oczek wokół których dodawałam oczka na reglan, jako że to cienizna robiona na wykałaczkach, co czwarty rząd. 


Plecy zaczęłam od drugiej połowy motywu żeby mi ażuru na dłużej starczyło a z przodu na górze użyłam wariacji oczek proponowanych przez autorkę do wykończeń rękawów ;)



Oczka na reglan dodawałam do czasu aż na przód/tył było ich 77 a na rękaw 35 (poza tymi które były ozdobnymi paskami). Na podkroje dodałam oczek 13 do korpusu, z których zrobiło się w magiczny sposób 14 do rękawa ;) Ozdobne paski reglanowe postanowiłam ciągnąc dalej po bokach żeby mi było łatwiej okiełznać tendencje lnu do lekkiego skręcania. I z tymi paskami się nieco rozszalałam. Jako że postanowiłam całości nie taliować a użyć fasonu A rozszerzanego po bokach, to mi ich sukcesywnie przybywało ;)



I tak mi się miło dziergało, ubranko raźnie przyrastało, mimo używania wykałaczek i sznurka,  aż wtem nagle i niespodziewanie zupełnie lnu zabrakło! Na dodatek tam gdzie kupowałam nie było tego koloru. Dramat zupełny. W związku z tym kryzysem zaopatrzeniowym nastąpiła dłuższa przerwa w dzierganiu, przedłużająca się tym bardziej, że gdy już kolor był i został natychmiast przeze mnie kupiony, to poczta polska w ramach chyba promocji na wakacje, paczkę krajową dostarczała przez ponad 2 tygodnie! I do tego w między czasie zaczął się remont budynku w którym mieszkam i fala upałów powodując u mnie migreny oraz stan przedomdleniowy, związany zarówno z nieustannym wielogodzinnym wierceniem od 6 rano nawet w soboty jak i temperaturą na zewnątrz. Tak więc gdy się okazało że moja paczka jednak nie zaginęła na polskich bezdrożach, to entuzjazm i zapał do dziergania Viktorii znacznie we mnie osłabły, rezultatem czego była przedłużająca się cisza na blogu. 
Jednakże, jak widać, pomimo wyjątkowo nie sprzyjających okoliczności skończyłam, i nawet rękawy zrobiłam długie, mimo że początkowo miały być za łokieć (dlatego do łokcia jest motyw ażurowy powtórzony dwukrotnie bo je przedłużałam i już mi się tej koronki pruć i dorabiać do końca nie chciało). Wykańczałam całość plisami z "ozdobnych pasków reglanowych" robionymi nieco podobnie do i-cordu ale jednak inaczej ;) na dole i na mankietach na żywych oczkach a na górze na oczkach nabranych na początku (nie na łańcuszek tylko normalnie pętelkowo gdyż takiego wykończenia wcześniej nie planowałam). 
Uprałam, czy też raczej wymoczyłam porządnie, wieczorem całość we wrzątku, powiesiłam do schnięcia w zwisie żeby się trochę wydłużyło i wyrównało oczka, i poszłam spać. A rano miałam wielki problem żeby wcisnąć ręce w długaśne rękawy! Zostały one więc potraktowane bezlitośnie spryskiwaczem i rozciągnięte przy pomocy odnóży moich własnych a konkretnie ich łydek ;) Udało się, jest dobrze nic nie uciska i nie pije pod pachami, długość też optymalna. Już mi się jednak zupełnie nie chciało pięknych okoliczności letniej przyrody fotografować, po 7 rano nawet w lnie (z długim jednak rękawem) za gorąco było poza ścianą.
Wariacje związane z Viktorią uważam za zakończone, więcej (tfu tfu odpukać) nie przewiduję ;)





Technicznie:
Projekt: Victoria Jennifer Wood bardzo zmieniony przeze mnie (mam nadzieję że mnie autorka na ravelry nie zlinczuje), włóczka to 100% len Lenka z Włóczek Warmii kolor 32 bakłażan według producenta (hm.. dla mnie to śliwka lub winogrono, znane mi bakłażany są zdecydowanie ciemniejsze), zużycie jakieś 130g (jeszcze mi mniej niż połowa trzeciego motka dokupionego co miał problemy z dotarciem do mnie zostało), druty 2,  po raz pierwszy w życiu użyte (z powodzeniem) przeze mnie w tak dużym wyrobie.

Pozdrawiam serdecznie, spokojnej reszty wakacji życząc i do następnego razu ;)



poniedziałek, 3 lipca 2017

Len i japońskie koronki

Sztywny, cieniutki, konopny sznurek oraz ażurowy wzór tworzący misterną przeplatankę oczek, połączenie dość egzotyczne, ale jak wiecie, nie lubię oczywistych rozwiązań. Naczytałam się że do lnianych włóczek, ze względu na kłopot z uzyskaniem równych oczek, pasują najprostsze konstrukcje ubraniowe i dżersej, a jeśli koronki to w formie chusty którą można naciągać i blokować. I jak zwykle zrobiłam po swojemu, mając już pewne wcześniejsze doświadczenie z lnem i ażurami, pomęczyłam się nieco z cieniutkimi drutami by uzyskać taką oto bluzeczkę w stylu romantyczno-hipisowsko-folkowym ;)


Przy przeglądaniu mojej ulubionej biblioteki wzorów różnorakich wpadł mi w oko taki oto ażur, który tylko troszeczkę zmieniłam w części środkowej i rozłożyłam na czynniki składowe wykorzystując jego elementy w przeróżnych konfiguracjach. Jednocześnie okazało się że tego samego ażurowego wzoru  (tylko bez zmian środka) użyła Marzena z bloga Wełniane Myśli w swojej przepięknej Majuli. Tak więc niewątpliwie wzór ma w sobie to coś ;)

Bluzeczkę zaczęłam robić od środka, od tego jaśniejszego ażurowego pasa, do którego wykorzystałam pozostałości nitki użytej przed dwoma laty do zrobienia tego bolerka i tej bokserki. Ten pas, dokładnie 8 powtórzeń wzoru, był mi niezbędny do tego żebym nie musiała wyliczać oczek potrzebnych na obwód. Gdy już go miałam nabrałam jego na krawędzi oczka na górę i dół bez robienia jakichkolwiek próbek ;) Na górze do nabieranych oczek dodałam jedno dodatkowe po każdych (pierwotnie trzech lecz to było za luźno i sprułam) czterech nabieranych bezpośrednio z oczek łańcuszka na krawędzi, a na dole po każdych dwóch by był bardziej rozkloszowany. Na górze były więc w sumie 154 oczka, do których dodałam jeszcze w bocznych klinach po 10 z każdej strony, i następnie zamknęłam po 12 na podkroje, dodając w zamian po 50 na rękawki i zaczęłam używając wariacji na temat wzoru kształtować ozdobny okrągły karczek. Ponieważ liczba oczek na drutach (250) była podzielna przez 10 to jest tam tyle równomiernie rozłożonych powtórzeń  mniej ażurowej części motywu i co 5 okrążenie trzy środkowe oczka tym motywie są przerabiane jako trzy razem, lub jest okrążenie dodatkowych dwóch razem bez narzutów, w zależności od tego co wynika z motywu, dzięki czemu góra się zwęża jednorazowo o 20 oczek. Jednakże utrata 100 oczek okazała się zbyt mała dlatego na wykończeniu oprócz ściegu francuskiego użyta został sekwencja narzut dwa razem dająca dziurki w które można było wciągnąć i-cordowy sznureczek z jaśniejszego lnu, pozwalający uzyskać efekt marszczenia oraz zapobiegający  niekontrolowanemu spadaniu bluzeczki z ramion. 





Dół z racji ograniczonej ilości niebieskiego sznurka i 200 oczek obwodu musiał być nieco dziurawy, dlatego do dżerseju dodałam wstawki (osiem przypadających na środki motywów w jaśniejszym pasie) z środkowej części ażurowego wzoru uzyskując efekt bardzo lekkiego plisowania, nadający całości jeszcze bardziej folkowego charakteru. Wykończyłam także francuzem z sekwencją dziurek.
Niebieskiej nitki zostało się akurat tyle żeby dorobić do krawędzi paski udające mini ażurowe rękawki z użyciem sekwencji oczek wykorzystanych już do "plisowania" dołu. Lecz niestety zabrakło mi jaśniejszej nitki do wykończenia całości, i-cordowy sznurek ściągający górę pożarł wszystko a i tak jest króciutki. 
Uzyskany efekt miesiąca walki z bolącym nadgarstkiem i drutami cieńszymi od patyczków do szaszłyków, uważam za zadowalający, oczka po moczeniu w gorącej wodzie się wyrównały chociaż ich nie naciągam, a nitka lekko farbując zmiękła. Bluzeczka przyda się niewątpliwie jeśli upały wrócą. Jest lekka, przewiewna, mniej prześwitująca niż wskazują na to zdjęcia ;) i całkowicie naturalna.




Technicznie: Pomysł mój własny z wykorzystaniem minimalnie zmienionego i rozczłonkowanego ażuru podanego we wpisie, włóczka 100% len Midara Linas kolor 520 niebieski całe 100g i kolor 415 morski resztka pewnie jakieś 10-15g, druty tragicznie cienkie 2.5.

Pozdrawiam udanych, pełnych wypoczynku i spokojnych pogodowo urlopów i wakacji życząc ;)


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Blog ma rok

Założyłam tego bloga żeby dzielić się pomysłami, tak więc w rocznicę pierwszego postu postanowiłam wrzucić kilka opisów moich udziergów (chociaż w swoich rozwlekłych tekstach  i tak staram się zawierać szczegóły umożliwiające wydzierganie czegoś podobnego do moich "projektów"). Uznałam, że skoro zamieszczam w sieci zdjęcia tego co schodzi z moich drutów, to jeśli ktoś ewentualnie będzie chciał się tym zainspirować czy skopiować, to i tak to zrobi, niezależnie od praw autorskich, więc czemu tego jeszcze troszkę nie ułatwić ;)
Opisy do których linki zamieszczam poniżej nie są to "profesjonalne wzory", chyba nie potrafię takich pisać (nadal ich praktycznie nie czytam, gdyż interesuje mnie konstrukcja i użyta technika a nie rozliczenia oczek). Opisy są po polsku (po angielsku czytam bez problemu, jednak pisząc robię całą masę literówek, a do tego bardzo często nie znam nazw używanych technik dziewiarskich nawet po polsku więc...), w jednym rozmiarze, moim, sklepowe 36/38 a dokładniej na wymiar od góry 92-72-100 i 166cm wzrostu. 
Nie ma rozliczenia na rozmiary i nie ma podanych wymiarów gotowych udziergów. Nie tylko dlatego że mi się nie chciało przeliczać oczek, ale również z dwóch innych, istotnych dla mnie, względów: po pierwsze, każda z nas ma inną figurę i często nawet nosząc ten sam rozmiar ubranie się inaczej układa, po drugie, to jest ręczna robota, dopasowywana do indywidualnej sylwetki i uważam, że robienie z tego rozmiarówki niczym w sieciówkach odbiera część "magii" machaniu drutami. Moim zdaniem (możecie się zupełnie ze mną zgadzać ;) ) jeśli mamy już pewne doświadczenie i dziergamy dla siebie, to powinniśmy potrafić dopasować dany wzór do swoich kształtów, wiedzieć ile oczek na jakich drutach, z jakiej włóczki (mniej więcej) nabrać żeby gotowe dziergadło pasowało, dobrze się układało i było po prostu wygodne. Robienie próbek i dzierganie z rozpisanych co do oczka wzorów (zwłaszcza sweterków) może pomóc na samym początku przygody z drutami zapoznać się z technikami, ale z czasem niszczy kreatywność - nie myśli się ile oczek, z czego, na jakich drutach i jak coś zrobić, gdy jest gotowiec, a to że czasem po wydzierganiu twór nie leży jak trzeba to już pewnie wina złej próbki, włóczki czy blokowania... 
Dlatego jeśli zdecydujecie się pobrać moje opisy i z nich dziergać nie wyłączajcie samodzielnego myślenia, inspirujcie się zamiast, przepraszam za wyrażenie, bezmyślnie kopiować. I czytajcie cały opis oraz blogowy wpis do danego udziergu przed nabraniem oczek na druty, żeby uniknąć rozczarowań i prucia ;) 

Poniżej linki do pobrania opisów udziergów znajdujących się w postach o tytułach:

Różyczka z bambusa w kolorze maków - Rosie (opis bardzo intuicyjny raczej dla doświadczonych dziewiarek umiejących robić dwustronne ażury tylko ze schematu)
Do trzech razy bambus tym razem oszroniony - Frosted-z (opis na rozmiar 36/38 i 40 w kilku wersjach, a mniejszy rozmiar można uzyskać używając mniejszych drutów ;) )
Celliona puchacie zielona - Celliona (najdokładniejszy opis co do oczka, da z nim sobie radę nawet początkująca osoba)
Julaila czyli nie takie nudne nude - Julaila (dokładny opis góry i warkoczy ale korpus nie jest rozpisany co do oczka)

Jeśli macie uwagi co do opisów, piszcie w komentarzach, z formularza z boku, lub po prostu na maila antracytowa@wp.pl  A jakieś już wam się zdarzy skorzystać z opisu i powstanie coś noszalnego, to pochwalcie się zdjęciem podsyłając je na mojego maila.

Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają i oglądają kiepskie zdjęcia nabijając mi statystyki, a jeszcze bardziej tym, którzy czytają moje przydługie wpisy. I dziękuje bardzo za wszelkie komentarze i maile.

Pozdrawiam życząc wam i sobie zawsze przyjemnego machania drutami i samych udanych projektów najlepiej własnych ;)

czwartek, 1 czerwca 2017

Julaila czyli nie takie nudne nude

To miał być zwyczajny swetrobluzek, taki do wszystkiego, w neutralnym, beżowym kolorze (pudru nude, lipcowych zbóż i gorącego piasku), z jedyną ozdobą w postaci nietypowego dekoltu... ale to by było zbyt proste i nudne do dziergania ;)
Czasami to jest błysk i mam w głowie od razu gotowy pomysł z wszystkimi detalami, innym razem coś mnie zainspiruje, rozrysowuje jakiś motyw wtedy krystalizuje mi się co chce osiągnąć, a tym razem... Miałam, po spojrzeniu na kolor, nazwę i ciąg skojarzeń: upalny lipiec, kłosy zboża, Południca, noc kupały, pogański taniec wokół ogniska, letnie szaleństwo...
To był udzierg z którym zmagałam się cały maj i którego dosłownie każda część była pruta co najmniej trzy razy. Koncepcje zmieniały mi się nieustannie w trakcie machania drutami, do tego stopnia że unicestwiłam gotowy korpus i cały jeden rękaw bo mi się nagle przestało podobać to co produkuje (konkretnie plecy z równym ozdobnym panelem przestały mi się podobać), chociaż jeszcze dzień wcześniej nie miałam zastrzeżeń... Unicestwiłam też do połowy oba rękawy kolejnej wersji, i kilka razy podchodziłam do wykończeń, żeby uznać iż proste pomysły są najlepsze i zrobić ściągacz na dole i na rękawach, a górę obrobić szydełkiem. Gotowy wyrób po pierwszej kąpieli też nie mógł być jeszcze pewny że nie zostanie zniszczony, górna krawędź nie chciała przestać się rolować i ładnie układać, pomogło dopiero gorące żelazko! Ostatecznie jestem zadowolona i mogę Wam pokazać co mi tyle czasu zjadło ;) I chociaż był pomysł na sesje jako Południca w zbożu z makijażem a'la szop pracz czy panda wielka i potarganym włosem przystrojonym wiankiem polnego kwiecia, to jednak przypomniano mi mój ostatni gwałtowny atak astmy gdy obcowałam tak blisko z kwitnącą pyląca naturą i dlatego znów macie opatrzoną, bladożółtą ścianę w dużej ilości. Ładnych zdjęć plenerowych nie będzie, no chyba że zdobędę maskę gazową (wtedy będą brzydkie) :D


Przód jak widać zupełnie zwyczajny z wywijanym dekoltem, robionym początkowo na płasko jako niski trapez tzn. nabieramy więcej oczek niż potrzeba i zwężamy stopniowo odejmując oczka (nabrałam 96 oczek odejmowałam co czwarty rząd 5 razy, mój trapez ma 19 rzędów i na dole 86 oczek). Następnie na krótkich, bocznych, skośnych krawędziach trapezu nabrałam oczka (na każdej 20) i dodałam jeszcze 42 oczka między nimi na plecy. Między 86 oczkami na przód, a tymi 82 na plecy, wsadziłam markery i tam dodawałam oczka na rękawy niczym w c-metod tylko od strony rękawa. Całość jest robiona bezszwowo, na okrągło poza początkowymi 19 rzędami trapezu.


Tył ozdobiłam, w zależności od skojarzeń, odwróconą choinką, skrzydłami lub łuskami, w każdym razie rodzajem warkocza zaplatanym jak kłosek z osiemdziesięciu oczek (liczba oczek podzielna przez 4, na środku marker, przekładamy do środka dwa nad jednym, w środku krzyżujemy dwa z dwoma co szósty rząd gdy się zejdą), co 12 okrążeń odejmowałam po trzy oczka z każdej strony kłoska żeby uzyskać choinko-łusko-skrzydła ;)


Zamiast bocznych szwów kłosek zaplatany analogicznie tylko z ośmiu oczek (dodałam na pokroje po 12 oczek zamknięte w klin do 8)


Na rękawie kłosek zaplatany z oczek dwunastu, a od wysokości łokcia co 8 okrążeń poszerzany o dwa oczka z każdej strony. 


Oczka na rękaw oddzielałam od korpusu gdy było ich 54, dodałam 12, z czego pierwsze oczko z każdej strony tego dodania przerobiłam jako dwa razem, na górze rękaw ma 64 oczka, zwężany nieznacznie tylko dwa razy do 60 oczek na dole, chociaż motyw sprawia wrażenie poszerzania.


Dół wykończony ściągaczem z oczek przekręconych (dwa prawe jedno lewe), rękawy w ostatnich trzech okrążeniach kłoska także przerabiane jako taki ściągacz, wszystkie motywy wchodzą w ściągacz.


Dekolt z przodu można układać według fantazji, po potraktowaniu żelazkiem już się krawędź obrobiona dwoma okrążeniami półsłupków nie śmie podwijać i rolować ;)


Swetrobluzek wygląda nieźle także założony tył na przód, mimo że przód jest minimalnie (6 oczek) poszerzany pod biustem, a cały korpus od wysokości tali trzy razy po dwa oczka po bokach, to oversize toto nie jest ;)



Jako wieszakowy wisielec traci znacznie na urodzie ;)



Pomysł mój modyfikowany w trakcie przerabiania kolejnych oczek kilkanaście razy ;)
Włóczka Diva Alize Silky Effect kolor 382, zużycie prawie 3 motki (100g/350m) na rozmiar 36/38, druty 3.5. Jak na znaczną ilość przeplatań to wydajne toto, i lejące, i daje równe oczka po moczeniu mimo wielokrotnego prucia, i można prasować, i po tym prasowaniu trzyma formę! A to, że to mikrofibra czyli akryl mi absolutnie nie przeszkadza :D 
Swerobluzek Julaila jest całoroczny, na chłodne wieczory latem i pod żakiet czy kardigan zimą, kolor i fason taki, że do wszystkiego pasować będzie. Oficjalnie uznaję ten projekt mój własny za udany (a to mi się rzadko zdarza ;) ).

Link do pobrania, gdyby ktoś chciał, Julaila
(dokładny opis góry i warkoczy ale korpus nie jest rozpisany co do oczka, rozmiar 36/38)

Pozdrawiam serdecznie, słonecznie i do następnego udziergu (walczę teraz z lnem i drutami 2.5, więc to może potrwać...) 
Uważajcie na Południce tego lata ;)