wtorek, 15 maja 2018

Trochę tego trochę owego

Wiosna w tym roku jest wyjątkowo ciepła, a jednak odczułam nagłą potrzebę posiadania cienkiego sweterka do dżinsów. Takiego, co to go można założyć gdy temperatura jest poniżej 20 stopni, koniecznie z rękawem 3/4 i bez zbytniej ilości dziur ;) A że jakoś, przypadkiem zupełnym, przytargałam ze spaceru po mieście do domu kilka motków Estivy od Nako, to połączenie bawełny z wiskozowym bambusem było idealnym materiałem do stworzenia takowego. Jedyny problem to, to że znów musiałam dziergać na wykałaczkach... 
Ten sweterek jest miksem i moją wariacją na temat podpatrzonej u Marzeny Lei z widzianą u Makunki mozaikową chustą. Zainspirowałam się nieco kolorystycznie i technicznie, ale jak zawsze wszystko jest po mojemu żeby nie było ze coś perfidnie i żywcem odgapiam ;)



To są jedyne dwa zdjęcia plenerowe tego udziergu, zrobione na szybko selfiaki przez komórkę umieszczoną na drzewie u mnie za blokiem. Warunki były trudne. Moje włosy nie współpracowały z fryzjerem wiatrem. Sąsiad, zanieczyszczając powietrze dymem tytoniowym, z balkonu się na mnie patrzył bez zrozumienia tego co ja wyprawiam i czemu zamiast wyrzucić plastikowe butelki do kosza to je kładę na szczątkową trawę i pod drzewem stoję ;) (potem je wyrzuciłam do odpowiedniego pojemnika). Dlatego też reszta fotek będzie standardowa bezgłowa i na tle ściany ponieważ do tego wszystkiego wiosenne pyłki atakują zewsząd :(

Ale wpierw napiszę krótko o samym sweterku. Zaczęty od 160 oczek ściągaczem 2x2 przez 24 okrążenia, potem rzędy skrócone na lekkie podniesienie tyłu, a po nich dodane dwukrotnie po 10 oczek na poszerzanie okrągłego karczku i prosty, nie wymagający myślenia, graficzny ażurek rąbów, który łatwo poszerzyć bez zbytniego kombinowania więc przybyło w nim aż 72 oczka, a po kilku następnych okrążeniach jeszcze oczek 18 i kolejne 10, aż było ich 280. Wtedy dodałam jeszcze 2 razy oczka jak na reglan (żeby się rękawy troszkę lepiej układały) i przy podziale 51-95-51-91 dodałam na podkroje oczek 11. Na korpusie taliowałam do 192 (żeby uzyskać do mozaiki liczbę oczek podzielną przez 12) a po niej poszerzałam do 208 oczek na dolnym ściągaczu 2x2. Na rękawach mozaikę robiłam na oczkach 60. 
Wzorek z rękawów jest negatywem tego z korpusu i jest to efekt zamierzony. 


Sama mozaika początkowo miała być taka jak w linkowanej wyżej chuście czyli zwykła kratka pasująca do prostego ażurku na górze. Jednak gdy ją zrobiłam uznałam że to nie to i sprułam, po czym dorysowałam kilka kresek na mojej kartce uznając że wygląda zdecydowanie lepiej, tym bardziej że zrezygnowałam z pogrubiającego pasa ozdobny francuza na rzecz całości dżersejem. A ponieważ skojarzenie miałam z Grecją i nie wiedzieć czemu nagle z południowoamerykańskimi telenowelami które leciały w telewizji na poczatku lat 90 i które oglądali wtedy wszyscy, to przypomniało mi się że w Manueli czy Izabeli, a może i obu, występowała aktorka mająca na imię Grecja a lektor czytał to zawsze jako Gresja, do tego dzierganie mozaiki na rękawach i na drutach 2 budziło we mnie a-gresje więc nazwa na potrzeby ravelry wydała mi się adekwatna ;) 








Technicznie:
Pomysł mój inspiracje linkowane powyżej
Druty 2 i jeszcze ciutkę cieńsze bez numeracji na rękawy...
Włóczka Nako Esitva szaro bezowa 3079 około 140g i granatowa 6955 około gram 102 (dokładnie na ściągacz jednego rękawa mi zabrakło motka), rozmiar S z bardzo wąskimi rękawami (ale to bambus to się rozciąga więc nie mogło być luźno od razu żeby się po kilku praniach XL nie zrobiło)

A teraz prywata BARDZO OGROMNIE SERDECZNIE PODZIĘKOWANIA dla Lenny MadHatter z bloga hahahats za to że mi szaleńczo bezinteresownie cieniutkie drutowykałaczki na krótkich żyłkach priorytetem przysłała! Kobieto jesteś wielka, dzięki Tobie nikogo nie zadźgałam przy produkcji rękawów i oba skończyłam bez używania nadmiaru niecenzuralnych wyrazów oraz rzucania przedmiotami w przeszkadzających mi w procesje produkcyjnym ludziów :D Dzięki Tobie mogę się gotowym udziergiem publicznie oraz prywatnie chwalić i obnosić ;)

I to by było na tyle tym razem, pozdrawiam wiosennie ;)
Alergicy nie dawajcie się wiośnie ona kiedyś minie i pylić przestanie.
Maturzyści trzymajcie się koniec matur już niedaleko a kasztany  już niemal przekwitły.
Do następnego kliknięcia, tymczasem zostawiam Was Sharon den Adel (świetna cała płyta My Indigo)


czwartek, 26 kwietnia 2018

Koronkowa robota

Nie wiem czy już zauważyliście ale fanką cieniutkich drucików nie jestem (najchętniej nie schodziła bym poniżej rozmiaru 4.5). Nie mniej jednak zdarza mi się od czasu do czasu coś na wykałaczkach dwójkach popełnić, ponieważ wychodzę z założenia że letnie dzianiny mają być cieniutkie, lekkie, zwiewne i przewiewne, lecz niekoniecznie od razu dziurawe (chociaż takie też lubię). Generalnie nie tyle mnie sam rozmiar drutów irytuje co fakt że bambusy w tym rozmiarze się nieustająco i bez określonego powodu łamią, a sama dziergana rzecz przybywa w tempie iście ślimaczym i wymaga przerabiania milionów oczek. Co nie oznacza jednak, że nie można sobie samego procesu takowego dziergania jeszcze bardziej (masochistycznie) skomplikować :) No bo po cóż innego wybrałabym jako surowiec nitkę bawełnianą która się rozwarstwia (zwłaszcza gdy się ostrych metalowych drutów użyje bo się wszystkie inne połamało), a do tego dołożyła sobie pierwszy od niepamiętnych czasów wzór ażurowo warkoczowy, którego zapamiętać mimo kilkunastu powtórzeń motywu nie jestem w stanie? Przynajmniej z efektu tej dziewiarskiej udręki jestem zadowolona... no prawie ;)



A było to tak... Najpierw napadł mnie ten wzór, myślałam od jesieni w czym by go tu wykorzystać, jednak szybko doszłam do wniosku że najlepiej sprawdzi się przy cieniutkich włóczkach i drutach, czyli musiał poczekać na wiosnę. Potem zamiast wiosny, w ciągu tygodnia z zimy stało się lato, więc rzuciłam w kąt dziergany sweterek przejściowy (z którego i tak nie byłam zadowolona) i wyciągnęłam pudło z cieniutką bawełną. Ten chabrowy motek się do mnie uśmiechnął pierwszy więc wypadło na niego. I tu wszystko potoczyło się już gładko, wzór i kolor zagrały, próbki jak zwykle nie było ponieważ już z tej nitki dziergałam (o tą bluzeczkę) i wiedziałam że w obwodzie mam mieć około 200 oczek, czyli wystarczyło rozplanować resztę tak żeby to zagrało. 
Tu mała dygresja. Jak wiecie próbek z zasady nie robię, jeśli znam włóczkę to sprawdzam czy gdzieś mam zapisane ile oczek potrzebowałam w poprzedniej rzeczy na obwód, i ta informacja wystarcza mi do wszystkich pozostały wyliczeń niezależnie od tego jakiej konstrukcji użyję. Jeśli włóczki nie znam to przyjmuję orientacyjne ilości oczek, na podstawie kilkunastu lat dziewiarskich doświadczeń, na obwód dla danej wielkości drutów. Ta metoda sprawdza się u mnie w jakiś 80% wyliczeń, a w 20% następuje prucie gdy obwód okazuje się za mały lub rzadziej za duży lub też coś mnie uciska pod pachami bo wysokość nie współgra z szerokością. Koniec dygresji. 
W tej konkretnej bluzeczce zdecydowałam się na konstrukcje contiguous, zmienioną o tyle że zamiast dodawać oczka wokół jednego czy dwóch oczek środkowych, dodawałam je wokół pasa wybranego wzoru. Dodatkowo zdekomponowałam, czy też rozłożyłam na składniki, ten mój wybrany wzorek. W całości jest tylko na rękawach, na plecach jest wariacja części środkowej, czyli listki ażurowo warkoczowe w szpic z ząbkami, zamiast bocznych szwów również listki tym razem pojedyncze, a na dole i jako króciutkie rękawki ten sam wzór lecz wycięty o jedną stronę warkocza, czyli bordiura ze zmienną ilością oczek tworząca  dzięki temu zabiegowi iluzję falowania. Czy ja już wspominałam że lubię komplikować? ;) 
Mimo całych tych kombinacji dziergało się całkiem miło i ani razu nie pruło. No dobra jeżeli mam być uczciwa to, dziergało się w miarę miło, jednak przy tej wielkości czy też raczej małości oczkach nie zawsze wkuwałam się w nie, zdarzyło się też w nitkę, i nie prułam całości ale kilka oczek spuściłam przez kilkanaście rzędów i poprawiałam co nieco żeby te ząbki na plecach we wzorze uzyskać ;) Ale spodobało mi się na tyle że wiem że zrobię jeszcze jeden taki top jak tylko skończę to co mam właśnie na drutach (znów rozmiar 2) tylko tym razem będzie z bambusa i wtedy postaram się wzór tyle o ile, w miarę możliwości rozpisać. 
Acha nie wiem czy widać ale dekolt (kształtowany niemieckimi rzędami skróconymi, przy tej wielkości oczek najlepsza moim zdaniem metoda) wykończyłam pikotkami szydełkowymi, taki nieobrobiony jakoś mi wizualnie nie współgrał z całą tą koronkową i eteryczną resztą :)

To teraz zdjęcia naludziowe. A zanim to znów znów dygresja. Bardzo chciałam mieć fotki tej konkretnej bluzki w plenerze, tym bardziej że weekend był upalny, a ja go spędzałam w uroczych okolicznościach przyrody (naćpana lekami na alergię). Jednak gdy robiłam te dwa zdjęcia powyżej w sobotni poranek, na przodzie od gałązki bzu wyjętej z wazonika, zrobiła się mokra plama, która po wyschnięciu miała inny kolor niż całość topu, więc go drugi raz moczyłam i do schnięcia zostawiłam przez co szansa na weekendowe ładne zdjęcia przepadła. Potem ciężko było zgrać się czasowo z "fotografem" więc korzystając z wolnej chwili pojechałam rowerem do mojego parku i wykorzystując dwukołowiec, torbę i sweter okrywający jako statyw, sama siebie obfotografowałam komórką na samowyzwalaczu. Żeby było zabawniej chwilę później rozpętała się potężna ulewa (dobrze że do domu miałam blisko to nie zmokłam zbytnio) a temperatura w trakcie robienia tych zdjęć wynosiła około 13 stopni i mocno wiało, tak więc sorki wielkie że mam minę jakbym była obrażona na wszechświat, nigdy nie chciałam być modelką i nie twierdziłam że mam do tego predyspozycje. Poczułam się też na tyle zniechęcona do prób zrobienia ładnych zdjęć, że więcej fotek tej bluzeczki już nie planuję i wrzucę tu to co mam, takie jakie jest, bez obcinania głowy. Nawet ściany tym razem nie będzie.











Technicznie: 
Pomysł mój (na ravelry nazwałam ten top Elleniale od imienia bogini/czarodziejki z cyklu powieści o Wilczej Dolinie Marty Krajewskiej który w trakcje jej dziergania czytałam - polecam)
Druty rozmiar 2
Włóczka Midara Amber (660m/100g), kolor 620, zużyte jakieś 98g na rozmiar S (mogłam zrobić jeszcze jeden motyw z boku i wyrobić motek do końca, ale nie wiedziałam ile nitki mi bordiury wykończeniowe pochłoną, a dodatkowo nie chciałam robić tej bluzeczki zbyt długiej pamiętając o tym jak mi się tamta poprzednia w użytkowaniu wyciągnęła więc chwilowo jest troszkę przykrótka).

I to tyle tym razem. Pozdrawiam i pięknego długiego weekendu Wam życzę. Do następnego razu ;)



wtorek, 17 kwietnia 2018

Farbowanki w kolorze wiosny

Nie mam ostatnio weny. Do dziergania, do pisania, nawet do tego żeby włączyć komputer i coś pooglądać. Na większość ludzkości wiosna wpływa pozytywnie, a u mnie im więcej słońca, zieleni, kwitnących drzew i krzewów (alergenów w powietrzu) tym bardziej zauważalny staje się spadek nastroju i brak tzw.działań kreatywnych. Jakoś lepiej mi się myśli gdy wieczory są długie i ciemne (może jestem wampirem i mam światłowstręt? w każdym razie zdecydowanie wolę zimę). 
Stąd taki zastój na blogu. Co zacznę coś dziergać to spruje, nic mi się nie podoba i w efekcie nie staję się tym czym być miało. Tak właśnie się dzieje z zielona włóczką, którą już jakiś czas temu pofarbowałam.


Ponieważ jednak mój poprzedni długaśny post na temat farbowania Was nie zanudził, dlatego podzielę się jeszcze kilkoma wrażeniami z procesu zmiany zabarwienia pozyskanego dzięki Waszej uprzejmości mienia. Tym razem będzie krócej i mniej zabawnie...
W każdym razie, bardzo dziękuję wszystkim za namiary na motki interfoxowego Merino,  które podałyście mi w komentarzach jak i przysłałyście na priva, jesteście wspaniałe! Zawdzięczam Wam 16 nowych motków (czyli będą z tego pewnie dwa swetry) akrylowełnistości upchnięte częściowo w skrzyni z pościelą a częściowo już poprzewijane, ugotowane i zafarbowane, a także niebieskawe przy próbach ich przerabiania palce, i zafarbowane paznokcie, które zwróciły na mnie uwagę (zauważalnie przystojnych, młodych i bardzo sympatycznych) studentów medycyny w kawiarni ;)
Poprzednio opisałam już używane w eksperymencie akcesoria, tym razem napiszę tylko, że słoiki zamieniłam na foliówkę, a rękawiczek użyłam niestety znów dziurawych, z czego wynikło wspomniane zainteresowanie młodych medyków moimi domniemanymi problemami z mięśniem sercowym i rzeczywistymi palcami (i przezabawne chwile w towarzystwie ich oraz mojej przyjaciółki, szczerze ubawionej faktem że panowie są raczej gotowi wmówić mi arytmie niż uwierzyć to że, w moim w ich mniemaniu młodym wieku, zajmuję się hobbistycznie farbowaniem włóczki, z której później dziergam swetry ;)) Pozdrawiam przyszłość polskiej służby zdrowia, to budujące że są jeszcze młodzi ludzie z prawdziwym powołaniem, gotowi diagnozować potencjalnych pacjentów choćby i lokalach gastronomicznych. Tylko nie wiem czy takie "skrzywienie zawodowe" i wypatrywanie wszędzie potencjalnych chorób jest zdrowym objawem, i czy przekonanie o tym że dziergają wyłącznie przygarbione babcie czy pensjonariuszki domów spokojnej starości takowym jest...
A wracając to tematu, proces farbowania zmieniłam tym razem o tyle, że zamiast oblewać mokre pasma rozpuszczonymi w wodzie barwnikami to, z braku wolnych słoików, wsadziłam je dość chaotycznie do sporej reklamówki jednorazówki, posypałam fantazyjnie oraz obficie kolorowymi proszkami (ciemno zielonym, niebieskim, szafirowym i żółtym), pougniatałam w sposób nieskoordynowany, wyjęłam z torebki i skręciłam w precelki, po czym wsadziłam do gara na sitko już prawie odkamieniałe i zaparowałam około półgodziny. Jednak po tych zabiegach, a także po płukaniu i suszeniu, uznałam że to jeszcze nie jest to, gdyż kolory bazowe, jak na mój gust, zanadto przebiją (4 motki były początkowo seledynowe a 4 jasne khaki). Rozpuściłam więc w garze mieszankę żółto niebiesko szafirowo octową uzyskując zjawiskowo piękny, głęboki ciemny turkus a może petrol, wpakowałam do niego dwa skręcone mocno ciemniejsze precelki na kilkanaście minut, a dwa jaśniejsze równie ciasne na których plamy kolorów były bardziej widoczne zamoczyłam na minutkę tylko do połowy i uzyskałam w ten sposób w pełni mnie satysfakcjonujący efekt.








Jeśli dobrze pójdzie będzie z tego do jesieni sweter ombre w tonacji wiosennych liści brzozy i klonu z przebłyskami nieba oraz plamkami słońca. Chyba że wcześniej zniszczę włóczkę nieustannym pruciem, a własne palce szorowaniem pumeksem po każdym z nią kontakcie. Kompletnie nie rozumiem czemu toto mimo kilkukrotnego płukania w wodzie z octem po wyschnięciu barwi mi wciąż i wciąż uparcie palce na niebiesko?... I może stąd też moje zniechęcenie do podejmowania kolejnych prób wyczarowania z tego czegokolwiek.

A do zafarbowania zostało mi jeszcze 8 jednolitych zielonych motków, ale to już raczej jesienią. Tymczasem mam chwilowy przypływ natchnienia do dziergania z cienizny zwiewnej i przewiewnej, chabrowej bluzeczki na to kwietniowe lato, więc łapię wenę zanim mi ucieknie lub się zmieni niczym pogoda...

Pozdrawiam kolorowo, dzięki że zaglądacie, do następnego razu ;) zostawiam Was z islandzkim Kaleo i ich spacerem po wiosennym lesie


poniedziałek, 12 marca 2018

Tie-tie czyli poskromienie fioletu

Nareszcie jest gotowy sweter z mojego pierwszego farbowania. Taki jak chciałam, choć nie obyło się bez wielokrotnego prucia ;) zwłaszcza na początku i pod koniec gdy istniało realne zagrożenie że mi tych 400 ufarbowanych gram nie wystarczy na całość... ale udało się. Oto i on poskromiony fiolet  w formie "golfiaka zasznurowanego", w którym jestem dumna z każdego wymyślonego, wyliczonego i dopracowanego detalu ;)




Robiłam ten sweter prawie miesiąc i o dziwo najwięcej czasu zeszło mi nie na rękawy (które powstały oba w trzy dni) ale na górę do ich oddzielenia. Naprawdę chciałam go rozpisać i się pomysłem podzielić ale... sam golf rozliczałam i prułam ze trzy razy żeby mi się wszystko zgadzało (i wybitnie nieregularny ściągacz z 88 oczek przechodzący płynnie w wzór przeplatanki, i rzędy skrócone na podkrój golfu, i wykończenie z przodu pętelką, i atrapy szwów wychodzące ze ściągacza). Do tego raz gotowe pół korpusu unicestwiłam gdy okazało się że coś źle policzyłam i po przymiarce było zdecydowanie za ciasno pod pachami, w związku z tym mi się koncepcja z reglanu na c-metod zmieniła. A skoro już i tak już prułam to z przodu skróciłam motyw wykończający golf oraz udawane szwy z krzyżowanych oczek dorzuciłam i tak się zamotałam (prucie czegoś robionego naprzemiennie z dwóch nitek nie jest fajne gdyż trzeba te nitki rozplątywać) że sama nie wiem jak tą górę zrobiłam! Pewnie bym jej nie powtórzyła bez kilku podejść kolejnych, tak więc z dokładnego opisu nici. Za to szczegóły dopracowane są tak że aż się cała moja chaotyczna i niecierpliwa natura  urodzonej bałaganiary dziwi ;) W tym swetrze wszystko z czegoś wynika, jest dokładnie wyliczone i żaden detal nie jest zostawiony przypadkowi (zazwyczaj je zostawiam jak wychodzą bo i tak nikt poza mną nie zauważa i nie wie że nie dokładnie tak być miało). Psychodeliczne szaleństwo farbowania zostało całkiem poskromione w formie końcowej. Nawet nitki są dokładnie pochowane! Całkiem jak nie ja bym to robiła... :D
A skoro opisu nie będzie i moje rozliczenia wielokrotnie zmieniane też na nic się nikomu, to chociaż Wam wzór na warkocze (kojarzące mi się z zapięciami azjatyckich bluzek stąd nazwa) wrzucę rozliczony i rozrysowany przeze mnie (na podstawie czegoś co znalazłam kiedyś na rosyjskich stronach ale gdzie dokładnie nie wiem) w wersji grubszej podwójnej z pleców i dołu oraz pojedynczej z rękawów.
Uwaga bazgrołki ;) może się komuś przydadzą.



Mam nadzieję że czytelne i zrozumiałe, gdyż wraz z wymuszoną wymianą elektroniki straciłam program do pisania wzorów, a specjalnie teraz nie chce mi się go w sieci na nowo szukać i ściągać, zwłaszcza że i tak wszystko zawsze na kartkach w kratkę rozrysowuje. 
I oczko prawe na prawej, - lewe na prawej, W to oczka wkute w oczko rzędu poniżej (ewentualnie dodane na nitce poprzedniego rzędu) w górny wzorze są to dwa prawe i jedno lewe z każdej strony, w dolny oba są prawe, w górnym wzorze dodatkowe oczka zamykamy jako cztery prawe przerabiane razem na lewo na prawej stronie, w dolnym zamakamy je jako dwa razy dwa razem na lewo na prawej stronie, te litery Z pokazują jak przerabiać warkocze (zawsze prawe oczka przekładamy nad lewymi). W górnym wzorze w rzędzie 16 18 i 20 są nie starte kropki (wzór jest symetryczny tam nie ma prawych między lewymi na brzegu), we wzorze na dole rzędy 1 2 3 4 są identyczne (w pierwszym coś się źle starło). Górny wzór to 22 oczka na początku i 28 w najszerszym miejscu, dolny 10 na początku i 14 w miejscu najszerszym.

Skoro opisałam już problemy z górą swetra i zamieściłam rozrysowane warkocze to jeszcze tylko dodam, w ramach kronikarskiej rzetelności, że ta bordiura na dole była planowana od samego początku w takiej pękniętej wersji. I tylko nie wiedziałam czy mi włóczki starczy, bo warkocze pochłonęły jej więcej niż się spodziewałam, więc, po pierwsze osobny nieufarbowany motek na nią przerobiłam żeby wiedzieć na ile motywów wystarczy (10 trochę za mało), po drugie najpierw zrobiłam rękawy kończąc je na o pół numeru mniejszych drutach, po trzecie dół korpusu mniej więcej od 12 cm poniżej pachy dziergałam na drutach o pół numeru większych, po czwarte gdy mi się motyw na plecach skończył i nie byłam pewna czy mi tej włóczki wystarczy gdyż zostały dwie małe kuleczki to je przewinęłam, nie obcinając, w odwrotną stronę i "na sucho" zrobiłam drugą wersję bordiury (starczyło na motywów 11 i pół i to było ok na obwód, i jeszcze kilka metrów było w zapasie), po piąte policzyłam oczka brzegowe tego warkoczowego pasa (108) policzyłam oczka w obwodzie korpusu (158) i zaczęłam żmudny proces wyliczeń co ile oczek mam zamykać po dwa razem ostateczną wersję, żeby przerobić ją  tak by mi się wszystko zgrało, było równo i symetrycznie i jeszcze na icord na początku i końcu starczyło (dolny był robiony razem z całością). A później już tylko sprułam, rozplątałam i przerabiałam od nowa ten pas ozdobny i nawet mi 192cm (mierzyłam!) włóczki zostało, czyli można powiedzieć że rozliczyłam sobie sweter niemalże co do metra i co do grama ;)










Technicznie: pomysł mój, druty 4 na większość swetra, 3.5 na dół rękawów i ich ściągacz, 4.5 na dolną połowę korpusu (poza bordiurą ona ponownie na 4), włóczka Merino z Interfoxu przeze mnie farbowana, zużyte 8 motków czyli niemalże 400g i 1120m .

Pozdrawiam serdecznie ze środka chaosu ujarzmionego, do następnego razu ;)

wtorek, 27 lutego 2018

Dwustronny, krzyżak pikowany

Pogoda zrobiła psikusa i zamiast przedwiośnia mamy trzaskające mrozy, więc wyglądam niczym przybysz z matplanety nosząc na sobie po kilka warstw ubrań ;) Dzięki temu jednak sobie przypomniałam, że jeszcze nie pokazywałam na blogu jednego z moich ulubionych swetrów zimowych, powstałego jeszcze w erze zanim odkryłam w necie istnienie stron dziewiarskich.
Oto dwustronny krzyżak pikowany ;)








Sweter powstał jakieś 10 lat temu i konstrukcyjnie to jest totalna maskara ;) jednakże zastosowany wzór warkoczowej kratki sprawia że bardzo go lubię. Można go nosić, mimo że jest szyty, na tej stronie na którą się akurat włoży, gdyż po lewej stronie powstało, zupełnym przypadkiem, z tych krzyżowanych oczek coś co przypomina pikowanie, lub nieprześwitujący ażur.
Jest to projekt początkującej dziewiarki, która już co nieco (ażury i warkocze) opanowała ale o konstrukcji nie ma bladego pojęcia i nie wpadła na to żeby informacji poszukać w necie, a gazetki dziewiarskie są dla niej pisane nieprzyswajalnym językiem :) Całość, robiona od dołu, składa się z prostokątów, przodu, tyłu, rękawów i golfu ;) zero filozofii. Pokrojów chyba  nie ma tradycyjnych, może jakieś zamknięcie dwóch czy trzech oczek pod pachą żeby nieco prostokąty zwęzić. Podnoszenia tyłu nie ma z pewnością gdyż przód i tył są identyczne. Czyli tył na przód, prawo na lewo, wszystko jedno jak można sweter użytkować i nie szokować :D 
Po zszyciu używana do dziergania włóczką, przodu i tyłu oraz doszyciu do tego rękawów (niczym się reglan zszywa i tak żeby wzorek pasował) całość jest od góry wykończona bardzo ściśle szydełkiem (gdyż moi drodzy bardzo długo nie potrafiłam zamykać oczek w żaden inny sposób!). Czyli nie ma ani tradycyjnego reglanu, ani okrągłego karczku tylko jak mawiała moja polonistka "coś bez nazwy". Do tego ściągniętego otworu na górze dorobiony i doszyty jest bardzo luźny golf, w teksturowe dwustronne rąby z prawych i lewych oczek, żadnych więcej kombinacji :) A jednak sweter wciąż nosi się dobrze mimo upływu czasu, nie mechaci wcale chociaż to akryl, może to wzór a może ten kolor sprawia że od lat z przyjemnością go na siebie zakładam ;)

Technicznie: pomysł banalny bardzo mój własny, druty proste rozmiar 7, szydełko rozmiaru chyba 3, włóczka Opus Natura Mimoza  koloru leśnego 63, akryl 330m/100g (mam zachomikowany jeszcze jeden motek z banderolą stąd wiem po latach co to) zużyte chyba niecałe 400g na rozmiar luźne 38.

I to tyle na temat znalezisk z szafy. Nowe fioletowe niepsychodeliczne się powoli dzierga i pruje, kombinuje... 



Pozdrawiam gorąco, trzymajcie się ciepło w te arktyczne mrozy i noście dużo swetrów ;)

ps. Dwie wersje tej samej piosenki pasującej mi kolorem (z bardzo mądrym tekstem) zamieszczam ponieważ w pierwszej znacznie bardziej  podoba mi się cała aranżacja, jednak pocięcie wiersza pana Wojciecha Młynarskiego (żeby dostosować kawałek do wymagań komercyjnych) uważam za profanację, stąd wersja druga muzycznie może uboższa ale interpretacyjne, moim zdaniem, trafiona w punkt.