środa, 23 sierpnia 2017

Pół kilo owczej sierści

Nadchodzi zima, a nawet według serialowej "Gry o tron" już nadeszła, więc jako że nie uznaje prostych rozwiązań, w największe upały tego lata dziergałam (w rękawiczkach a jakże)  z grubiutkiej wełny ;) 
Sweter miał być ciepły, w miarę luźny, "nieprzekombinowany" (hm... jasne tak to się u mnie nie da) i wygodny, żeby można w nim było uprawiać zimowe szaleństwa. A wyszło toto ;)


Produkowałam go jako odskocznie od lnianych cienizn i drutowykałaczek. Robiłam szczegółowe notatki żeby móc się podzielić, może nie tyle samym "wzorem", ile rozwiązaniem technicznym łączącym contiguous z reglanem i pozwalającym uzyskać fajny kształt ramion (nieco podobny do tego z mojej Astrydy, ale uzyskany w inny, prostszy sposób), bo poza nimi całość jest dość banalna. Niestety w wyniku splotu dziwnych zdarzeń jedna z kartek zawierających szczegóły zaginęła bez wieści a raczej prawdopodobnie została z rozpędu wyrzucona. Druga zawiera tylko moje bazgroły, ciągi cyfr oraz rysunek poglądowy zastosowanej przeplatanki (który powstał w trakcie oglądania transmisji gimnastyki artystycznej na igrzyskach sportów nieolimpijskich, jako wariacja na temat kółek olimpijskich ;) dlatego udzierg na ravelry ma na imię Olimpia). Wrzucam tu zdjęcie z tego uchwyconego procesu myślowego po to żeby był pogląd na to jak "projektuje" moje swetry i warkocze na nich ;) 


Detale dziergadła już mi się nieco w pamięci zatarły (nie mogłam się zabrać za ten wpis) tym bardziej że w tzw. międzyczasie głównie prułam, unicestwiłam kilka (jak nie kilkanaście) niezadowalających prototypów z włóczek różnorakich, ostatnio mi dzierganie nie idzie... ale postaram się proces produkcyjny tego zimowego swetra w miarę możliwości odtworzyć ;)

Powyższa prosta przeplatanka w różnych wariantach jest (jak widać) użyta w ramach ozdoby na półgolfie (oraz udawanym wisiorze żeby nie było za nudno z przodu), ramionach, mankietach i zamiast dolnego ściągacza. Plecionka powstała z prawych przekręconych, z nich są też atrapy szwów wszelakich, a cała reszta to morze lewych oczek (miało nie być przekombinowane ;) )




Nigdy nie przepadałam za lewymi robionymi na okrągło, ale w tym swetrze dziergało mi się je całkiem miło. Jedyne co mnie doprowadzało do szału to pęczki w fabrycznie nowych motkach. Nie dość że ktoś, w swym geniuszu powalającym, zdecydował żeby grubą wełnę sprzedawać w motkach mających zaledwie 75 metrów, to jeszcze zdarzały się takie w których były i po 3 supełki! Ledwo się trochę rozpędziłam z machaniem drutami a już musiałam zwalniać i te przeszkody jakoś obchodzić, a że nie umiem rozwiązywać pęków w rękawiczkach to wrrr... się z wełną zdecydowanie nie dogadam.

Konstrukcyjnie, tak jak już wspomniałam, to połączenie dwóch metod. Robiłam od góry. Półgolf a właściwie to przeplatankę na nim rozplanowałam tak, żeby części które będą ciągnięte na ramionach i te na przód oraz tył się nie łączyły. Z moich hieroglifów wynika że było to 62 oczka dzielone 4-20-14-20-4, z tego co pamiętam to są też zastosowane chyba trzy razy rzędy skrócone żeby podnieść tył, (szczegóły zaginęły). Następnie oczka były dodawane wokół tych 20 z plecionką na rękawach tylko na przód i tył tak jak w metodzie na C ale w każdym okrążeniu, i były dodawane jako prawe przekręcone wkute żeby uzyskać w miarę wyraźny szew. Po uzyskaniu na przód oczek 44 a na tył 40, zaczęłam dodawać je już tak jak na reglan, czyli i na rękawy i na korpusik po równo co drugie okrążenie, tym razem jako wkute lewe wokół ciągniętych "szwów" z prawych przekręconych. Ostatecznie na rękawy było ich 38, na przód 70 a na tył 66, dodatkowo na podkroje dodałam po 7 (zamknięte do 5 na korpusie a na rękawie do 6). Korpus jest robiony prosto, po bokach są ciągnięte przekręcone prawe jako atrapy szwów, przed plecionką na dole są odjęte dwa oczka żeby ich liczba była podzielna przez 6 (144)  i pasowała do przeplatanki (którą rozliczałam kilka razy zanim mi pasowała). Rękawy na mankietach mają 42 oczka. I tyle wiem z moich ocalałych, widocznych na fotce, bazgrołkonotatek ;)

W pewnym momencie miałam całkiem spore obawy czy rozmiar docelowy będzie dobry, ponieważ na poczatku wzięłam poprawkę na rozciąganie się wełny, a nagle całość mi się malutka i króciutka wydała tuż przed końcem ostatniego motka. Na szczęście po moczeniu, wykręcaniu (tak wykręcałam brutalnie wełnę! rękoma własnymi) lekkim naciąganiu i schnięciu na płasko w upale jest ok, chociaż miało być w założeniu bardziej oversize, ale z długością rękawów niemalże trafiłam (da się je jeszcze wyciągnąć). I całe szczęście bo zostały mi się może z 2 metry włóczki z nabytych 10 motków. Tylko kompletnie nie rozumiem czemu sweter położony (no dobra fantazyjnie i niedbale rzucony) na fotel na może godzinkę się pogniótł (przecież na nim nie siedziałam)... Trudno wybaczcie, drugi raz go nie moczyłam, na fotkach (robionych przy 28 stopniach w pomieszczeniu i 35 na zewnątrz, na bardzo szybko bo wełna, i alergia więc gryzie, i bo upał, i się gotuję żywcem we własnym sosie, i współczuje owcom wełniastym niezmiernie że musza żyć w takich swetrach i zdjąć ich nie mogą) jest lekko wymiętolony żeby tak idealnie nie było, ale za to morza pęczków prawie nie widać ;P

To tyle opisu, dygresji, przygód i kombinacji z przetworzonym na sweter owczym runem (pełnym supełków) w roli głównej ;) Jeszcze tylko fotki naludziowe.






Dane techniczne:
Pomysł całkowicie mój, włóczka Drops Big Merino koloru 08 (producent twierdzi że to marmur dla mnie leciutko fioletowy szary), zużycie 10 motków czyli 500g, druty 5 (próbka mierzona na gotowym swetrze po moczeniu i wykręcaniu oraz naciąganiu idealna z tym co na etykiecie)

Pozdrawiam cieplutko i jeszcze letnio i wakacyjnie, choć już w zimowym swetrze ;)



niedziela, 6 sierpnia 2017

Wariacje z Viktorią

...czyli o tym jak to potrafię "zmasakrować" nawet najlepszy i najgenialniejszy projekt ;)

Pisałam już kiedyś że nie potrafię dziergać z wzorów, nawet tych własnych. Z czyiś tym bardziej, ale Viktorię Jennifer Wood mieć musiałam, gdyż zakochałam się w tym sweterku od pierwszego spojrzenia (na jego plecy) już dawno temu i mi uczucie nie minęło. Kiedy po perypetiach, których nie będę tutaj opisywać (żeby nie wyjść na kompletną ofiarę losu), udało mi się nareszcie zdobyć (legalnie) wzór stwierdziłam, że jednak za dużo dobrego w nim jest jak na mój gust i zaczęłam zmieniać "na lepsze" hm... 
Po pierwsze zmieniłam materiał z wełny na len, a w związku z tym zmieniłam też grubość drutów, czyli całe rozliczenia oczek z oryginału przestały mnie kompletnie interesować (swoją droga nie wiem dlaczego ale w 99% projektów oryginalnych mam wrażenie że ich autorki nabierają oczek dużo za dużo na obwody wszelakie, tym bardziej że wełna z której dziergają się rozciąga) a co za tym idzie z projektu pani Wood wykorzystałam tylko i wyłącznie wzór ażurowy i pomysł na plecy, ale nawet tam trochę namieszałam, zobaczcie zresztą sami ;)





"Pracę nad projektem" zaczęłam od rozrysowania sobie na kartce ażurowego wzoru nie w wersji całościowej tylko jednego powtórzenia motywu, a właściwie dwóch połówek jednego motywu (coby to wykorzystywać jednocześnie i przy rękawach, i przy plecach bez zezowania na różne strony, oraz od wyliczenia ile ja tych oczek właściwie potrzebuję, żeby mi się i ażur zmieścił, i całość worka nie przypominała oraz z ramion nie spadała. Wyszło mi że jak nabiorę na całość 144 oczka u góry powinno być ok. Między 49 oczek na przód i tył i 17 na rękawy wcisnęłam ozdobne paski z trzech oczek wokół których dodawałam oczka na reglan, jako że to cienizna robiona na wykałaczkach, co czwarty rząd. 


Plecy zaczęłam od drugiej połowy motywu żeby mi ażuru na dłużej starczyło a z przodu na górze użyłam wariacji oczek proponowanych przez autorkę do wykończeń rękawów ;)



Oczka na reglan dodawałam do czasu aż na przód/tył było ich 77 a na rękaw 35 (poza tymi które były ozdobnymi paskami). Na podkroje dodałam oczek 13 do korpusu, z których zrobiło się w magiczny sposób 14 do rękawa ;) Ozdobne paski reglanowe postanowiłam ciągnąc dalej po bokach żeby mi było łatwiej okiełznać tendencje lnu do lekkiego skręcania. I z tymi paskami się nieco rozszalałam. Jako że postanowiłam całości nie taliować a użyć fasonu A rozszerzanego po bokach, to mi ich sukcesywnie przybywało ;)



I tak mi się miło dziergało, ubranko raźnie przyrastało, mimo używania wykałaczek i sznurka,  aż wtem nagle i niespodziewanie zupełnie lnu zabrakło! Na dodatek tam gdzie kupowałam nie było tego koloru. Dramat zupełny. W związku z tym kryzysem zaopatrzeniowym nastąpiła dłuższa przerwa w dzierganiu, przedłużająca się tym bardziej, że gdy już kolor był i został natychmiast przeze mnie kupiony, to poczta polska w ramach chyba promocji na wakacje, paczkę krajową dostarczała przez ponad 2 tygodnie! I do tego w między czasie zaczął się remont budynku w którym mieszkam i fala upałów powodując u mnie migreny oraz stan przedomdleniowy, związany zarówno z nieustannym wielogodzinnym wierceniem od 6 rano nawet w soboty jak i temperaturą na zewnątrz. Tak więc gdy się okazało że moja paczka jednak nie zaginęła na polskich bezdrożach, to entuzjazm i zapał do dziergania Viktorii znacznie we mnie osłabły, rezultatem czego była przedłużająca się cisza na blogu. 
Jednakże, jak widać, pomimo wyjątkowo nie sprzyjających okoliczności skończyłam, i nawet rękawy zrobiłam długie, mimo że początkowo miały być za łokieć (dlatego do łokcia jest motyw ażurowy powtórzony dwukrotnie bo je przedłużałam i już mi się tej koronki pruć i dorabiać do końca nie chciało). Wykańczałam całość plisami z "ozdobnych pasków reglanowych" robionymi nieco podobnie do i-cordu ale jednak inaczej ;) na dole i na mankietach na żywych oczkach a na górze na oczkach nabranych na początku (nie na łańcuszek tylko normalnie pętelkowo gdyż takiego wykończenia wcześniej nie planowałam). 
Uprałam, czy też raczej wymoczyłam porządnie, wieczorem całość we wrzątku, powiesiłam do schnięcia w zwisie żeby się trochę wydłużyło i wyrównało oczka, i poszłam spać. A rano miałam wielki problem żeby wcisnąć ręce w długaśne rękawy! Zostały one więc potraktowane bezlitośnie spryskiwaczem i rozciągnięte przy pomocy odnóży moich własnych a konkretnie ich łydek ;) Udało się, jest dobrze nic nie uciska i nie pije pod pachami, długość też optymalna. Już mi się jednak zupełnie nie chciało pięknych okoliczności letniej przyrody fotografować, po 7 rano nawet w lnie (z długim jednak rękawem) za gorąco było poza ścianą.
Wariacje związane z Viktorią uważam za zakończone, więcej (tfu tfu odpukać) nie przewiduję ;)





Technicznie:
Projekt: Victoria Jennifer Wood bardzo zmieniony przeze mnie (mam nadzieję że mnie autorka na ravelry nie zlinczuje), włóczka to 100% len Lenka z Włóczek Warmii kolor 32 bakłażan według producenta (hm.. dla mnie to śliwka lub winogrono, znane mi bakłażany są zdecydowanie ciemniejsze), zużycie jakieś 130g (jeszcze mi mniej niż połowa trzeciego motka dokupionego co miał problemy z dotarciem do mnie zostało), druty 2,  po raz pierwszy w życiu użyte (z powodzeniem) przeze mnie w tak dużym wyrobie.

Pozdrawiam serdecznie, spokojnej reszty wakacji życząc i do następnego razu ;)



poniedziałek, 3 lipca 2017

Len i japońskie koronki

Sztywny, cieniutki, konopny sznurek oraz ażurowy wzór tworzący misterną przeplatankę oczek, połączenie dość egzotyczne, ale jak wiecie, nie lubię oczywistych rozwiązań. Naczytałam się że do lnianych włóczek, ze względu na kłopot z uzyskaniem równych oczek, pasują najprostsze konstrukcje ubraniowe i dżersej, a jeśli koronki to w formie chusty którą można naciągać i blokować. I jak zwykle zrobiłam po swojemu, mając już pewne wcześniejsze doświadczenie z lnem i ażurami, pomęczyłam się nieco z cieniutkimi drutami by uzyskać taką oto bluzeczkę w stylu romantyczno-hipisowsko-folkowym ;)


Przy przeglądaniu mojej ulubionej biblioteki wzorów różnorakich wpadł mi w oko taki oto ażur, który tylko troszeczkę zmieniłam w części środkowej i rozłożyłam na czynniki składowe wykorzystując jego elementy w przeróżnych konfiguracjach. Jednocześnie okazało się że tego samego ażurowego wzoru  (tylko bez zmian środka) użyła Marzena z bloga Wełniane Myśli w swojej przepięknej Majuli. Tak więc niewątpliwie wzór ma w sobie to coś ;)

Bluzeczkę zaczęłam robić od środka, od tego jaśniejszego ażurowego pasa, do którego wykorzystałam pozostałości nitki użytej przed dwoma laty do zrobienia tego bolerka i tej bokserki. Ten pas, dokładnie 8 powtórzeń wzoru, był mi niezbędny do tego żebym nie musiała wyliczać oczek potrzebnych na obwód. Gdy już go miałam nabrałam jego na krawędzi oczka na górę i dół bez robienia jakichkolwiek próbek ;) Na górze do nabieranych oczek dodałam jedno dodatkowe po każdych (pierwotnie trzech lecz to było za luźno i sprułam) czterech nabieranych bezpośrednio z oczek łańcuszka na krawędzi, a na dole po każdych dwóch by był bardziej rozkloszowany. Na górze były więc w sumie 154 oczka, do których dodałam jeszcze w bocznych klinach po 10 z każdej strony, i następnie zamknęłam po 12 na podkroje, dodając w zamian po 50 na rękawki i zaczęłam używając wariacji na temat wzoru kształtować ozdobny okrągły karczek. Ponieważ liczba oczek na drutach (250) była podzielna przez 10 to jest tam tyle równomiernie rozłożonych powtórzeń  mniej ażurowej części motywu i co 5 okrążenie trzy środkowe oczka tym motywie są przerabiane jako trzy razem, lub jest okrążenie dodatkowych dwóch razem bez narzutów, w zależności od tego co wynika z motywu, dzięki czemu góra się zwęża jednorazowo o 20 oczek. Jednakże utrata 100 oczek okazała się zbyt mała dlatego na wykończeniu oprócz ściegu francuskiego użyta został sekwencja narzut dwa razem dająca dziurki w które można było wciągnąć i-cordowy sznureczek z jaśniejszego lnu, pozwalający uzyskać efekt marszczenia oraz zapobiegający  niekontrolowanemu spadaniu bluzeczki z ramion. 





Dół z racji ograniczonej ilości niebieskiego sznurka i 200 oczek obwodu musiał być nieco dziurawy, dlatego do dżerseju dodałam wstawki (osiem przypadających na środki motywów w jaśniejszym pasie) z środkowej części ażurowego wzoru uzyskując efekt bardzo lekkiego plisowania, nadający całości jeszcze bardziej folkowego charakteru. Wykończyłam także francuzem z sekwencją dziurek.
Niebieskiej nitki zostało się akurat tyle żeby dorobić do krawędzi paski udające mini ażurowe rękawki z użyciem sekwencji oczek wykorzystanych już do "plisowania" dołu. Lecz niestety zabrakło mi jaśniejszej nitki do wykończenia całości, i-cordowy sznurek ściągający górę pożarł wszystko a i tak jest króciutki. 
Uzyskany efekt miesiąca walki z bolącym nadgarstkiem i drutami cieńszymi od patyczków do szaszłyków, uważam za zadowalający, oczka po moczeniu w gorącej wodzie się wyrównały chociaż ich nie naciągam, a nitka lekko farbując zmiękła. Bluzeczka przyda się niewątpliwie jeśli upały wrócą. Jest lekka, przewiewna, mniej prześwitująca niż wskazują na to zdjęcia ;) i całkowicie naturalna.




Technicznie: Pomysł mój własny z wykorzystaniem minimalnie zmienionego i rozczłonkowanego ażuru podanego we wpisie, włóczka 100% len Midara Linas kolor 520 niebieski całe 100g i kolor 415 morski resztka pewnie jakieś 10-15g, druty tragicznie cienkie 2.5.

Pozdrawiam udanych, pełnych wypoczynku i spokojnych pogodowo urlopów i wakacji życząc ;)


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Blog ma rok

Założyłam tego bloga żeby dzielić się pomysłami, tak więc w rocznicę pierwszego postu postanowiłam wrzucić kilka opisów moich udziergów (chociaż w swoich rozwlekłych tekstach  i tak staram się zawierać szczegóły umożliwiające wydzierganie czegoś podobnego do moich "projektów"). Uznałam, że skoro zamieszczam w sieci zdjęcia tego co schodzi z moich drutów, to jeśli ktoś ewentualnie będzie chciał się tym zainspirować czy skopiować, to i tak to zrobi, niezależnie od praw autorskich, więc czemu tego jeszcze troszkę nie ułatwić ;)
Opisy do których linki zamieszczam poniżej nie są to "profesjonalne wzory", chyba nie potrafię takich pisać (nadal ich praktycznie nie czytam, gdyż interesuje mnie konstrukcja i użyta technika a nie rozliczenia oczek). Opisy są po polsku (po angielsku czytam bez problemu, jednak pisząc robię całą masę literówek, a do tego bardzo często nie znam nazw używanych technik dziewiarskich nawet po polsku więc...), w jednym rozmiarze, moim, sklepowe 36/38 a dokładniej na wymiar od góry 92-72-100 i 166cm wzrostu. 
Nie ma rozliczenia na rozmiary i nie ma podanych wymiarów gotowych udziergów. Nie tylko dlatego że mi się nie chciało przeliczać oczek, ale również z dwóch innych, istotnych dla mnie, względów: po pierwsze, każda z nas ma inną figurę i często nawet nosząc ten sam rozmiar ubranie się inaczej układa, po drugie, to jest ręczna robota, dopasowywana do indywidualnej sylwetki i uważam, że robienie z tego rozmiarówki niczym w sieciówkach odbiera część "magii" machaniu drutami. Moim zdaniem (możecie się zupełnie ze mną zgadzać ;) ) jeśli mamy już pewne doświadczenie i dziergamy dla siebie, to powinniśmy potrafić dopasować dany wzór do swoich kształtów, wiedzieć ile oczek na jakich drutach, z jakiej włóczki (mniej więcej) nabrać żeby gotowe dziergadło pasowało, dobrze się układało i było po prostu wygodne. Robienie próbek i dzierganie z rozpisanych co do oczka wzorów (zwłaszcza sweterków) może pomóc na samym początku przygody z drutami zapoznać się z technikami, ale z czasem niszczy kreatywność - nie myśli się ile oczek, z czego, na jakich drutach i jak coś zrobić, gdy jest gotowiec, a to że czasem po wydzierganiu twór nie leży jak trzeba to już pewnie wina złej próbki, włóczki czy blokowania... 
Dlatego jeśli zdecydujecie się pobrać moje opisy i z nich dziergać nie wyłączajcie samodzielnego myślenia, inspirujcie się zamiast, przepraszam za wyrażenie, bezmyślnie kopiować. I czytajcie cały opis oraz blogowy wpis do danego udziergu przed nabraniem oczek na druty, żeby uniknąć rozczarowań i prucia ;) 

Poniżej linki do pobrania opisów udziergów znajdujących się w postach o tytułach:

Różyczka z bambusa w kolorze maków - Rosie (opis bardzo intuicyjny raczej dla doświadczonych dziewiarek umiejących robić dwustronne ażury tylko ze schematu)
Do trzech razy bambus tym razem oszroniony - Frosted-z (opis na rozmiar 36/38 i 40 w kilku wersjach, a mniejszy rozmiar można uzyskać używając mniejszych drutów ;) )
Celliona puchacie zielona - Celliona (najdokładniejszy opis co do oczka, da z nim sobie radę nawet początkująca osoba)
Julaila czyli nie takie nudne nude - Julaila (dokładny opis góry i warkoczy ale korpus nie jest rozpisany co do oczka)

Jeśli macie uwagi co do opisów, piszcie w komentarzach, z formularza z boku, lub po prostu na maila antracytowa@wp.pl  A jakieś już wam się zdarzy skorzystać z opisu i powstanie coś noszalnego, to pochwalcie się zdjęciem podsyłając je na mojego maila.

Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają i oglądają kiepskie zdjęcia nabijając mi statystyki, a jeszcze bardziej tym, którzy czytają moje przydługie wpisy. I dziękuje bardzo za wszelkie komentarze i maile.

Pozdrawiam życząc wam i sobie zawsze przyjemnego machania drutami i samych udanych projektów najlepiej własnych ;)

czwartek, 1 czerwca 2017

Julaila czyli nie takie nudne nude

To miał być zwyczajny swetrobluzek, taki do wszystkiego, w neutralnym, beżowym kolorze (pudru nude, lipcowych zbóż i gorącego piasku), z jedyną ozdobą w postaci nietypowego dekoltu... ale to by było zbyt proste i nudne do dziergania ;)
Czasami to jest błysk i mam w głowie od razu gotowy pomysł z wszystkimi detalami, innym razem coś mnie zainspiruje, rozrysowuje jakiś motyw wtedy krystalizuje mi się co chce osiągnąć, a tym razem... Miałam, po spojrzeniu na kolor, nazwę i ciąg skojarzeń: upalny lipiec, kłosy zboża, Południca, noc kupały, pogański taniec wokół ogniska, letnie szaleństwo...
To był udzierg z którym zmagałam się cały maj i którego dosłownie każda część była pruta co najmniej trzy razy. Koncepcje zmieniały mi się nieustannie w trakcie machania drutami, do tego stopnia że unicestwiłam gotowy korpus i cały jeden rękaw bo mi się nagle przestało podobać to co produkuje (konkretnie plecy z równym ozdobnym panelem przestały mi się podobać), chociaż jeszcze dzień wcześniej nie miałam zastrzeżeń... Unicestwiłam też do połowy oba rękawy kolejnej wersji, i kilka razy podchodziłam do wykończeń, żeby uznać iż proste pomysły są najlepsze i zrobić ściągacz na dole i na rękawach, a górę obrobić szydełkiem. Gotowy wyrób po pierwszej kąpieli też nie mógł być jeszcze pewny że nie zostanie zniszczony, górna krawędź nie chciała przestać się rolować i ładnie układać, pomogło dopiero gorące żelazko! Ostatecznie jestem zadowolona i mogę Wam pokazać co mi tyle czasu zjadło ;) I chociaż był pomysł na sesje jako Południca w zbożu z makijażem a'la szop pracz czy panda wielka i potarganym włosem przystrojonym wiankiem polnego kwiecia, to jednak przypomniano mi mój ostatni gwałtowny atak astmy gdy obcowałam tak blisko z kwitnącą pyląca naturą i dlatego znów macie opatrzoną, bladożółtą ścianę w dużej ilości. Ładnych zdjęć plenerowych nie będzie, no chyba że zdobędę maskę gazową (wtedy będą brzydkie) :D


Przód jak widać zupełnie zwyczajny z wywijanym dekoltem, robionym początkowo na płasko jako niski trapez tzn. nabieramy więcej oczek niż potrzeba i zwężamy stopniowo odejmując oczka (nabrałam 96 oczek odejmowałam co czwarty rząd 5 razy, mój trapez ma 19 rzędów i na dole 86 oczek). Następnie na krótkich, bocznych, skośnych krawędziach trapezu nabrałam oczka (na każdej 20) i dodałam jeszcze 42 oczka między nimi na plecy. Między 86 oczkami na przód, a tymi 82 na plecy, wsadziłam markery i tam dodawałam oczka na rękawy niczym w c-metod tylko od strony rękawa. Całość jest robiona bezszwowo, na okrągło poza początkowymi 19 rzędami trapezu.


Tył ozdobiłam, w zależności od skojarzeń, odwróconą choinką, skrzydłami lub łuskami, w każdym razie rodzajem warkocza zaplatanym jak kłosek z osiemdziesięciu oczek (liczba oczek podzielna przez 4, na środku marker, przekładamy do środka dwa nad jednym, w środku krzyżujemy dwa z dwoma co szósty rząd gdy się zejdą), co 12 okrążeń odejmowałam po trzy oczka z każdej strony kłoska żeby uzyskać choinko-łusko-skrzydła ;)


Zamiast bocznych szwów kłosek zaplatany analogicznie tylko z ośmiu oczek (dodałam na pokroje po 12 oczek zamknięte w klin do 8)


Na rękawie kłosek zaplatany z oczek dwunastu, a od wysokości łokcia co 8 okrążeń poszerzany o dwa oczka z każdej strony. 


Oczka na rękaw oddzielałam od korpusu gdy było ich 54, dodałam 12, z czego pierwsze oczko z każdej strony tego dodania przerobiłam jako dwa razem, na górze rękaw ma 64 oczka, zwężany nieznacznie tylko dwa razy do 60 oczek na dole, chociaż motyw sprawia wrażenie poszerzania.


Dół wykończony ściągaczem z oczek przekręconych (dwa prawe jedno lewe), rękawy w ostatnich trzech okrążeniach kłoska także przerabiane jako taki ściągacz, wszystkie motywy wchodzą w ściągacz.


Dekolt z przodu można układać według fantazji, po potraktowaniu żelazkiem już się krawędź obrobiona dwoma okrążeniami półsłupków nie śmie podwijać i rolować ;)


Swetrobluzek wygląda nieźle także założony tył na przód, mimo że przód jest minimalnie (6 oczek) poszerzany pod biustem, a cały korpus od wysokości tali trzy razy po dwa oczka po bokach, to oversize toto nie jest ;)



Jako wieszakowy wisielec traci znacznie na urodzie ;)



Pomysł mój modyfikowany w trakcie przerabiania kolejnych oczek kilkanaście razy ;)
Włóczka Diva Alize Silky Effect kolor 382, zużycie prawie 3 motki (100g/350m) na rozmiar 36/38, druty 3.5. Jak na znaczną ilość przeplatań to wydajne toto, i lejące, i daje równe oczka po moczeniu mimo wielokrotnego prucia, i można prasować, i po tym prasowaniu trzyma formę! A to, że to mikrofibra czyli akryl mi absolutnie nie przeszkadza :D 
Swerobluzek Julaila jest całoroczny, na chłodne wieczory latem i pod żakiet czy kardigan zimą, kolor i fason taki, że do wszystkiego pasować będzie. Oficjalnie uznaję ten projekt mój własny za udany (a to mi się rzadko zdarza ;) ).

Link do pobrania, gdyby ktoś chciał, Julaila
(dokładny opis góry i warkoczy ale korpus nie jest rozpisany co do oczka, rozmiar 36/38)

Pozdrawiam serdecznie, słonecznie i do następnego udziergu (walczę teraz z lnem i drutami 2.5, więc to może potrwać...) 
Uważajcie na Południce tego lata ;)


środa, 10 maja 2017

Potrójnie niebieski

Za oknem nadal szaro i zimno, dlatego postanowiłam sobie trochę błękitów kojarzących się z wakacyjnym upalnym niebem przerobić. A że miałam tylko trzy bawełniane 50 gramowe motki, każdy w innym odcieniu, to wystarczyło na taką zwyczajną koszulkę czy też t-shirt. 


Ponieważ nie chciałam zwykłych gradientowych pasków w poziomie to całość zamiast szybkiego dziergania na okrągło była robiona nieco wolniej na płasko, od góry, dwuetapowo ale bezszwowo ;) 
Najpierw musiałam sobie całość rozliczyć. Jak wiadomo próbek nie robię, a z tą bawełną jeszcze nie miałam do czynienia, więc przyjęłam orientacyjnie że w obwód z 140-150 oczek z rozciągliwego materiału na drutach 3.5 powinnam swój korpus wcisnąć ;) A że potrzebna mi była liczba podzielna przez 6 (żeby wyglądało jak 3 paski z przodu i z tyłu) to padło na 144. Z racji ograniczonej ilości surowca przerobowego musiałam dziergać od góry, tym samym czekały mnie kolejne przeliczenia ażeby ustalić ile oczek i w jakim kolorze mam nabrać, a gdy już to ustaliłam musiałam jeszcze tylko uwzględnić rzędy skrócone które będą kształtować dekolt, spruć początek ze trzy razy i już poszło z górki ;) 
Ostatecznie na tzw. prowizoryczny łańcuszek nabrałam 60 oczek stanowiących 2/3 przodu i cały tył podział to (7-10-1)-24-(1-10-7). Na ramionach są użyte dwa razy rzędy skrócone w celu podniesienia tyłu, reszta to najzwyklejszy reglan, w którym oczka są dodawane jako oczka wkute. Po dojściu do stanu (22-46-20)-24-(20-46-22) przełożyłam oczka na rękawki na osobne żyłki a do korpusu dodałam po 6 oczek z każdej strony na podkrój. Całość jest lekko taliowana 4 razy odjęłam po 2 oczka z każdej strony a później 6 razy dodałam po dwa oczka na każdym boku. Rękawki są króciutkie z racji ograniczeń surowcowych to tylko 2 okrążenia koloru pierwotnego, 6 okrążeń turkusu i 4 okrążenia oraz i-cord na 3 oczkach kontrastowego wykończenia. Mogłam je zostawić jednokolorowe, to jednak wydawało mi się zbyt oczywiste ;) 
Gdy już miałam gotowe 5/6 koszulki przyszedł czas na decyzje co z przodem a konkretnie jak go zrobić żeby nie szyć i żeby całość wyglądała w miarę estetycznie (na  jakieś mega perfekcji mi nie zależało). Mogłabym się pobawić w robienie przodu osobno i fantazyjne łączenie przeplatanym i-cordem ale... nie chciało mi się liczyć rzędów w tym co już było gotowe, dlatego postawiłam na sposób z tzw. nitką techniczną. Odpowiednim kolorem z każdego boku nabierałam stopniowo oczka wbijając się pod oczka łańcuszka na krawędzi (tak żeby łańcuszek był na wierzchu) i przerabiałam je razem z ostatnim oczkiem w każdym rzędzie tego panelu, pierwsze oczko przekładając bez przerabiania. I dzięki temu nie musiałam niczego liczyć :)

O tu widać jak wygląda takie łączenie w trakcie produkcji


A tu jest widoczne łączenie nitek różnych kolorów z tyłu i z przodu po obu stronach w gotowej koszulce

Początek (26 a nie 24 oczka) nabrałam znów na szydełkowy łańcuszek i rzędami skróconymi uformowałam niewielki dekolt. A później już prosto do samego dołu, który wykończyłam jednym okrążeniem turkusu i i-cordem na trzech oczkach. Dziurę na głowę, po spruciu łańcuszków i zebraniu oczek, też wykończyłam i-cordem, lecz tym razem już bez jednego okrążenia w jego docelowym kolorze, ponieważ istniała uzasadniona obawa że mi dosłownie centymetrów turkusu zabraknie, ale na szczęście całe ich 17 zostało! I dlatego całość ma taką a nie inną długość (myślałam że się bardziej wyciągnie po kąpieli, ale przynajmniej koślawe oczka się ładnie wyrównały).

Ogólnie z eksperymentu z pionowym gradientem jestem zadowolona, mam tylko nadzieję że się moja koszulka lokalnym kibicom z żadną drużyną odwiecznych adwersarzy nie skojarzy, ponieważ wszelkie podobieństwo może być jedynie przypadkowe, zwyczajnie lubię niebieski.



Technicznie: pomysł mój, druty 3.5, trzy 50g/170m motki 100% bawełny May Baumwollegarn w kolorach 1167 błękitny, 1169 turkusowy, 1170 niebieski, z czego zostało po około 5 gram błękitu i niebieskiego, rozmiar 36. Sama włóczka całkiem przyjemna, nie rozwarstwia się przy przerabianiu nie sypie zbytnio i nie farbuje chociaż bym się o to farbowanie nie pogniewała gdyby się tonacja niebieskości wyrównała :) Jak na mój gust mogłaby troszkę jeszcze zmięknąć i się rozciągnąć, zwłaszcza na długości i w obwodach po kolejnych kontaktach z wodą (bo jak widać na mnie jest troszkę ta koszulka przyciasna i przykrótka niestety) w dotyku bowiem bardziej przypomina len niż bawełnę.

Pozdrawiam cieplutko niebieściutko ;)

"Kolorystycznie" mi tu pasuje (chociaż takiej muzyki nie słucham) i mam do tego kawałka sentyment, bo ta piosenka była wszędzie w wakacje po mojej maturze, więc ze specjalną dedykacją dla tegorocznych abiturientów, żeby nie byli blue ;)




piątek, 28 kwietnia 2017

Domowy sweterek otulajacy

Za oknem szaro, mokro i zimno, gdyby nie jasnozielone listki na drzewach i krótsze wieczory można by pomyśleć że to listopad. Zamiast więc dziergać letnie topy i cieniutkie ażurowe sweterki lniano-bawełniane wyprodukowałam niespiesznie duży, wygodny, czarny niezapinany kardigan, którym można się swobodnie otulić i ogrzać  nieco.



Konstrukcja chyba najprostsza w tego typu swetrach i pozwalająca bezproblemowo dopasować rozmiar, a przy tym niewymagająca wyliczeń, próbek itp. zabaw intelektualnych ;) 
Zaczynałam mój sweter od szalika z 18 oczek robionego ściągaczem podwójnym z tzw. prowizorycznego łańcuszka (szalik może być dowolnej szerokości i faktury, ważne żeby wybrany wzór robił się w tak sam sposób w obu kierunkach i najlepiej był dwustronny, czyli sprawdzają się wszelkie wariacje prawych i lewych oczek ale także niektóre warkocze i ażury) i po zrobieniu pasa obejmującego kark o długości od obojczyka do obojczyka włożyłam marker po 17 oczku, markery dwa po oczku 18 po czym nabrałam oczka wzdłuż bocznej krawędzi wetknęłam kolejne 2 markery, przełożyłam oczka początkowe na drut, dodając jeszcze jeden marker po pierwszym z nich i prując prowizoryczny łańcuszek. I od tego miejsca mając na drutach podział 17-1-24-1-17 robiłam reglan. Przy plisie szalikowej dodawałam oczka co cztery rzędy (zaczynając od rzędu trzeciego) a tam gdzie były markery podwójne tak jak w zwykłym reglanie co rzędy dwa, wszystkie jako oczka wkute w oczka rzędu poprzedniego. Gdy doszłam do podziału 17+27-38-58-38-27+17 uznałam że wystarczy tego reglanu, dodałam po 6 oczek na podkroje rękawów i oddzieliłam korpus przestając dodawać oczka przy plisie bocznej. Rękawy są zwężane co 20 okrążeń do 36 oczek na dole. Oczka dodane na korpusie pod pachą są zamknięte w kliny co 2-4-6 rzędów, odejmowałam oczka jeszcze dwa razy (po 8 i 10 rzędach) a później ponownie dodawałam po bokach i na środku tyłu (po 12 rzędach co 6 rząd) by poszerzyć całość na dole do 170 oczek. Żeby nie było tak nudno dodałam kieszenie robione w części tylnej jednocześnie z całością na drugim komplecie drutów szerokie na 17 oczek i głębokie na 24 rzędy i patkę z tyłu. Kieszenie są zaczęte z przodu od krótkiego szaliczka szerokiego na 10 oczek (zresztą ta patka z tyłu to także taki szaliczek długi na 40 rzędów) i długiego na 35 rzędów. Oczka które zostały przełożone na drugi drut w celu robienia tyłu kieszeni są zastępowane z przodu przez oczka boczne tego mini szaliczka (oznaczone markerami z obu stron) i dziergane wraz z całością korpusu. W co drugim rzędzie oczka całości swetra i oczka tylnej części kieszeni są przerabiane jako dwa razem w po osiągnięciu długości głębokości kieszeni kolejno jako dwa razem. Boki szaliczka przy-kieszeniowego są doszyte do korpusu natomiast patka z tyłu jest wrobiona. 
Co do wykończenia dołu całego swetra jak i rękawów to pierwotnie miał być zwykły ściągacz, ale rękawy wyszły, moim zdaniem, przykrótkie (robiłam je zanim zrobiłam korpus z jego kieszeniami), więc sprułam ich ściągacze, a że w głowie już mi się krystalizował pomysł na kieszenie, postanowiłam i mankiety i całość wykończyć ściągaczem 2x2 w poziomie, tworząc obramowanie. Na rękawach dodałam 17 oczek i przerabiałam je w rzędach ściągaczem ostatnie 17 oczko w co drugim z nich przerabiając jako dwa razem z oczkiem znajdującym się na obwodzie. Po zrobieniu całego obwodu początek i koniec mankietu zszyłam. Dół natomiast robiłam po połowach z zastosowaniem rzędów skróconych aby uzyskać ładne przejścia ściągacza na rogach z przodu, zszyłam całość na środku tyłu. Przy tym rodzaju włóczki którego użyłam i przy czarnym kolorze jest to niewidoczne mimo że nie bawiłam się w grafting ;) Musicie mi uwierzyć na słowo, ponieważ przy tej pogodzie, mimo starań, nie znalazłam sposobu by zrobić zdjęcia na których byłoby widać szczegóły.






Metyczka: pomysł mój, włóczka czarne boucle typu Capri na szpuli zużycie jakieś 430-450g nie mam wagi oceniam na oko po tym co mi na szpuli zostało, rozmiar chyba 40 w każdym razie na mnie celowo przyduży jak widać ;) druty 5 na korpus 4.5 na rękawy (w okrążeniach robię luźniej niż na płasko).

I to wszystko na dziś, pozdrawiam cieplutko słońca życząc ;)