poniedziałek, 12 czerwca 2017

Blog ma rok

Założyłam tego bloga żeby dzielić się pomysłami, tak więc w rocznicę pierwszego postu postanowiłam wrzucić kilka opisów moich udziergów (chociaż w swoich rozwlekłych tekstach  i tak staram się zawierać szczegóły umożliwiające wydzierganie czegoś podobnego do moich "projektów"). Uznałam, że skoro zamieszczam w sieci zdjęcia tego co schodzi z moich drutów, to jeśli ktoś ewentualnie będzie chciał się tym zainspirować czy skopiować, to i tak to zrobi, niezależnie od praw autorskich, więc czemu tego jeszcze troszkę nie ułatwić ;)
Opisy do których linki zamieszczam poniżej nie są to "profesjonalne wzory", chyba nie potrafię takich pisać (nadal ich praktycznie nie czytam, gdyż interesuje mnie konstrukcja i użyta technika a nie rozliczenia oczek). Opisy są po polsku (po angielsku czytam bez problemu, jednak pisząc robię całą masę literówek, a do tego bardzo często nie znam nazw używanych technik dziewiarskich nawet po polsku więc...), w jednym rozmiarze, moim, sklepowe 36/38 a dokładniej na wymiar od góry 92-72-100 i 166cm wzrostu. 
Nie ma rozliczenia na rozmiary i nie ma podanych wymiarów gotowych udziergów. Nie tylko dlatego że mi się nie chciało przeliczać oczek, ale również z dwóch innych, istotnych dla mnie, względów: po pierwsze, każda z nas ma inną figurę i często nawet nosząc ten sam rozmiar ubranie się inaczej układa, po drugie, to jest ręczna robota, dopasowywana do indywidualnej sylwetki i uważam, że robienie z tego rozmiarówki niczym w sieciówkach odbiera część "magii" machaniu drutami. Moim zdaniem (możecie się zupełnie ze mną zgadzać ;) ) jeśli mamy już pewne doświadczenie i dziergamy dla siebie, to powinniśmy potrafić dopasować dany wzór do swoich kształtów, wiedzieć ile oczek na jakich drutach, z jakiej włóczki (mniej więcej) nabrać żeby gotowe dziergadło pasowało, dobrze się układało i było po prostu wygodne. Robienie próbek i dzierganie z rozpisanych co do oczka wzorów (zwłaszcza sweterków) może pomóc na samym początku przygody z drutami zapoznać się z technikami, ale z czasem niszczy kreatywność - nie myśli się ile oczek, z czego, na jakich drutach i jak coś zrobić, gdy jest gotowiec, a to że czasem po wydzierganiu twór nie leży jak trzeba to już pewnie wina złej próbki, włóczki czy blokowania... 
Dlatego jeśli zdecydujecie się pobrać moje opisy i z nich dziergać nie wyłączajcie samodzielnego myślenia, inspirujcie się zamiast, przepraszam za wyrażenie, bezmyślnie kopiować. I czytajcie cały opis oraz blogowy wpis do danego udziergu przed nabraniem oczek na druty, żeby uniknąć rozczarowań i prucia ;) 

Poniżej linki do pobrania opisów udziergów znajdujących się w postach o tytułach:

Różyczka z bambusa w kolorze maków - Rosie (opis bardzo intuicyjny raczej dla doświadczonych dziewiarek umiejących robić dwustronne ażury tylko ze schematu)
Do trzech razy bambus tym razem oszroniony - Frosted-z (opis na rozmiar 36/38 i 40 w kilku wersjach, a mniejszy rozmiar można uzyskać używając mniejszych drutów ;) )
Celliona puchacie zielona - Celliona (najdokładniejszy opis co do oczka, da z nim sobie radę nawet początkująca osoba)
Julaila czyli nie takie nudne nude - Julaila (dokładny opis góry i warkoczy ale korpus nie jest rozpisany co do oczka)

Jeśli macie uwagi co do opisów, piszcie w komentarzach, z formularza z boku, lub po prostu na maila antracytowa@wp.pl  A jakieś już wam się zdarzy skorzystać z opisu i powstanie coś noszalnego, to pochwalcie się zdjęciem podsyłając je na mojego maila.

Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają i oglądają kiepskie zdjęcia nabijając mi statystyki, a jeszcze bardziej tym, którzy czytają moje przydługie wpisy. I dziękuje bardzo za wszelkie komentarze i maile.

Pozdrawiam życząc wam i sobie zawsze przyjemnego machania drutami i samych udanych projektów najlepiej własnych ;)

czwartek, 1 czerwca 2017

Julaila czyli nie takie nudne nude

To miał być zwyczajny swetrobluzek, taki do wszystkiego, w neutralnym, beżowym kolorze (pudru nude, lipcowych zbóż i gorącego piasku), z jedyną ozdobą w postaci nietypowego dekoltu... ale to by było zbyt proste i nudne do dziergania ;)
Czasami to jest błysk i mam w głowie od razu gotowy pomysł z wszystkimi detalami, innym razem coś mnie zainspiruje, rozrysowuje jakiś motyw wtedy krystalizuje mi się co chce osiągnąć, a tym razem... Miałam, po spojrzeniu na kolor, nazwę i ciąg skojarzeń: upalny lipiec, kłosy zboża, Południca, noc kupały, pogański taniec wokół ogniska, letnie szaleństwo...
To był udzierg z którym zmagałam się cały maj i którego dosłownie każda część była pruta co najmniej trzy razy. Koncepcje zmieniały mi się nieustannie w trakcie machania drutami, do tego stopnia że unicestwiłam gotowy korpus i cały jeden rękaw bo mi się nagle przestało podobać to co produkuje (konkretnie plecy z równym ozdobnym panelem przestały mi się podobać), chociaż jeszcze dzień wcześniej nie miałam zastrzeżeń... Unicestwiłam też do połowy oba rękawy kolejnej wersji, i kilka razy podchodziłam do wykończeń, żeby uznać iż proste pomysły są najlepsze i zrobić ściągacz na dole i na rękawach, a górę obrobić szydełkiem. Gotowy wyrób po pierwszej kąpieli też nie mógł być jeszcze pewny że nie zostanie zniszczony, górna krawędź nie chciała przestać się rolować i ładnie układać, pomogło dopiero gorące żelazko! Ostatecznie jestem zadowolona i mogę Wam pokazać co mi tyle czasu zjadło ;) I chociaż był pomysł na sesje jako Południca w zbożu z makijażem a'la szop pracz czy panda wielka i potarganym włosem przystrojonym wiankiem polnego kwiecia, to jednak przypomniano mi mój ostatni gwałtowny atak astmy gdy obcowałam tak blisko z kwitnącą pyląca naturą i dlatego znów macie opatrzoną, bladożółtą ścianę w dużej ilości. Ładnych zdjęć plenerowych nie będzie, no chyba że zdobędę maskę gazową (wtedy będą brzydkie) :D


Przód jak widać zupełnie zwyczajny z wywijanym dekoltem, robionym początkowo na płasko jako niski trapez tzn. nabieramy więcej oczek niż potrzeba i zwężamy stopniowo odejmując oczka (nabrałam 96 oczek odejmowałam co czwarty rząd 5 razy, mój trapez ma 19 rzędów i na dole 86 oczek). Następnie na krótkich, bocznych, skośnych krawędziach trapezu nabrałam oczka (na każdej 20) i dodałam jeszcze 42 oczka między nimi na plecy. Między 86 oczkami na przód, a tymi 82 na plecy, wsadziłam markery i tam dodawałam oczka na rękawy niczym w c-metod tylko od strony rękawa. Całość jest robiona bezszwowo, na okrągło poza początkowymi 19 rzędami trapezu.


Tył ozdobiłam, w zależności od skojarzeń, odwróconą choinką, skrzydłami lub łuskami, w każdym razie rodzajem warkocza zaplatanym jak kłosek z osiemdziesięciu oczek (liczba oczek podzielna przez 4, na środku marker, przekładamy do środka dwa nad jednym, w środku krzyżujemy dwa z dwoma co szósty rząd gdy się zejdą), co 12 okrążeń odejmowałam po trzy oczka z każdej strony kłoska żeby uzyskać choinko-łusko-skrzydła ;)


Zamiast bocznych szwów kłosek zaplatany analogicznie tylko z ośmiu oczek (dodałam na pokroje po 12 oczek zamknięte w klin do 8)


Na rękawie kłosek zaplatany z oczek dwunastu, a od wysokości łokcia co 8 okrążeń poszerzany o dwa oczka z każdej strony. 


Oczka na rękaw oddzielałam od korpusu gdy było ich 54, dodałam 12, z czego pierwsze oczko z każdej strony tego dodania przerobiłam jako dwa razem, na górze rękaw ma 64 oczka, zwężany nieznacznie tylko dwa razy do 60 oczek na dole, chociaż motyw sprawia wrażenie poszerzania.


Dół wykończony ściągaczem z oczek przekręconych (dwa prawe jedno lewe), rękawy w ostatnich trzech okrążeniach kłoska także przerabiane jako taki ściągacz, wszystkie motywy wchodzą w ściągacz.


Dekolt z przodu można układać według fantazji, po potraktowaniu żelazkiem już się krawędź obrobiona dwoma okrążeniami półsłupków nie śmie podwijać i rolować ;)


Swetrobluzek wygląda nieźle także założony tył na przód, mimo że przód jest minimalnie (6 oczek) poszerzany pod biustem, a cały korpus od wysokości tali trzy razy po dwa oczka po bokach, to oversize toto nie jest ;)



Jako wieszakowy wisielec traci znacznie na urodzie ;)



Pomysł mój modyfikowany w trakcie przerabiania kolejnych oczek kilkanaście razy ;)
Włóczka Diva Alize Silky Effect kolor 382, zużycie prawie 3 motki (100g/350m) na rozmiar 36/38, druty 3.5. Jak na znaczną ilość przeplatań to wydajne toto, i lejące, i daje równe oczka po moczeniu mimo wielokrotnego prucia, i można prasować, i po tym prasowaniu trzyma formę! A to, że to mikrofibra czyli akryl mi absolutnie nie przeszkadza :D 
Swerobluzek Julaila jest całoroczny, na chłodne wieczory latem i pod żakiet czy kardigan zimą, kolor i fason taki, że do wszystkiego pasować będzie. Oficjalnie uznaję ten projekt mój własny za udany (a to mi się rzadko zdarza ;) ).

Link do pobrania, gdyby ktoś chciał, Julaila
(dokładny opis góry i warkoczy ale korpus nie jest rozpisany co do oczka, rozmiar 36/38)

Pozdrawiam serdecznie, słonecznie i do następnego udziergu (walczę teraz z lnem i drutami 2.5, więc to może potrwać...) 
Uważajcie na Południce tego lata ;)


środa, 10 maja 2017

Potrójnie niebieski

Za oknem nadal szaro i zimno, dlatego postanowiłam sobie trochę błękitów kojarzących się z wakacyjnym upalnym niebem przerobić. A że miałam tylko trzy bawełniane 50 gramowe motki, każdy w innym odcieniu, to wystarczyło na taką zwyczajną koszulkę czy też t-shirt. 


Ponieważ nie chciałam zwykłych gradientowych pasków w poziomie to całość zamiast szybkiego dziergania na okrągło była robiona nieco wolniej na płasko, od góry, dwuetapowo ale bezszwowo ;) 
Najpierw musiałam sobie całość rozliczyć. Jak wiadomo próbek nie robię, a z tą bawełną jeszcze nie miałam do czynienia, więc przyjęłam orientacyjnie że w obwód z 140-150 oczek z rozciągliwego materiału na drutach 3.5 powinnam swój korpus wcisnąć ;) A że potrzebna mi była liczba podzielna przez 6 (żeby wyglądało jak 3 paski z przodu i z tyłu) to padło na 144. Z racji ograniczonej ilości surowca przerobowego musiałam dziergać od góry, tym samym czekały mnie kolejne przeliczenia ażeby ustalić ile oczek i w jakim kolorze mam nabrać, a gdy już to ustaliłam musiałam jeszcze tylko uwzględnić rzędy skrócone które będą kształtować dekolt, spruć początek ze trzy razy i już poszło z górki ;) 
Ostatecznie na tzw. prowizoryczny łańcuszek nabrałam 60 oczek stanowiących 2/3 przodu i cały tył podział to (7-10-1)-24-(1-10-7). Na ramionach są użyte dwa razy rzędy skrócone w celu podniesienia tyłu, reszta to najzwyklejszy reglan, w którym oczka są dodawane jako oczka wkute. Po dojściu do stanu (22-46-20)-24-(20-46-22) przełożyłam oczka na rękawki na osobne żyłki a do korpusu dodałam po 6 oczek z każdej strony na podkrój. Całość jest lekko taliowana 4 razy odjęłam po 2 oczka z każdej strony a później 6 razy dodałam po dwa oczka na każdym boku. Rękawki są króciutkie z racji ograniczeń surowcowych to tylko 2 okrążenia koloru pierwotnego, 6 okrążeń turkusu i 4 okrążenia oraz i-cord na 3 oczkach kontrastowego wykończenia. Mogłam je zostawić jednokolorowe, to jednak wydawało mi się zbyt oczywiste ;) 
Gdy już miałam gotowe 5/6 koszulki przyszedł czas na decyzje co z przodem a konkretnie jak go zrobić żeby nie szyć i żeby całość wyglądała w miarę estetycznie (na  jakieś mega perfekcji mi nie zależało). Mogłabym się pobawić w robienie przodu osobno i fantazyjne łączenie przeplatanym i-cordem ale... nie chciało mi się liczyć rzędów w tym co już było gotowe, dlatego postawiłam na sposób z tzw. nitką techniczną. Odpowiednim kolorem z każdego boku nabierałam stopniowo oczka wbijając się pod oczka łańcuszka na krawędzi (tak żeby łańcuszek był na wierzchu) i przerabiałam je razem z ostatnim oczkiem w każdym rzędzie tego panelu, pierwsze oczko przekładając bez przerabiania. I dzięki temu nie musiałam niczego liczyć :)

O tu widać jak wygląda takie łączenie w trakcie produkcji


A tu jest widoczne łączenie nitek różnych kolorów z tyłu i z przodu po obu stronach w gotowej koszulce

Początek (26 a nie 24 oczka) nabrałam znów na szydełkowy łańcuszek i rzędami skróconymi uformowałam niewielki dekolt. A później już prosto do samego dołu, który wykończyłam jednym okrążeniem turkusu i i-cordem na trzech oczkach. Dziurę na głowę, po spruciu łańcuszków i zebraniu oczek, też wykończyłam i-cordem, lecz tym razem już bez jednego okrążenia w jego docelowym kolorze, ponieważ istniała uzasadniona obawa że mi dosłownie centymetrów turkusu zabraknie, ale na szczęście całe ich 17 zostało! I dlatego całość ma taką a nie inną długość (myślałam że się bardziej wyciągnie po kąpieli, ale przynajmniej koślawe oczka się ładnie wyrównały).

Ogólnie z eksperymentu z pionowym gradientem jestem zadowolona, mam tylko nadzieję że się moja koszulka lokalnym kibicom z żadną drużyną odwiecznych adwersarzy nie skojarzy, ponieważ wszelkie podobieństwo może być jedynie przypadkowe, zwyczajnie lubię niebieski.



Technicznie: pomysł mój, druty 3.5, trzy 50g/170m motki 100% bawełny May Baumwollegarn w kolorach 1167 błękitny, 1169 turkusowy, 1170 niebieski, z czego zostało po około 5 gram błękitu i niebieskiego, rozmiar 36. Sama włóczka całkiem przyjemna, nie rozwarstwia się przy przerabianiu nie sypie zbytnio i nie farbuje chociaż bym się o to farbowanie nie pogniewała gdyby się tonacja niebieskości wyrównała :) Jak na mój gust mogłaby troszkę jeszcze zmięknąć i się rozciągnąć, zwłaszcza na długości i w obwodach po kolejnych kontaktach z wodą (bo jak widać na mnie jest troszkę ta koszulka przyciasna i przykrótka niestety) w dotyku bowiem bardziej przypomina len niż bawełnę.

Pozdrawiam cieplutko niebieściutko ;)

"Kolorystycznie" mi tu pasuje (chociaż takiej muzyki nie słucham) i mam do tego kawałka sentyment, bo ta piosenka była wszędzie w wakacje po mojej maturze, więc ze specjalną dedykacją dla tegorocznych abiturientów, żeby nie byli blue ;)




piątek, 28 kwietnia 2017

Domowy sweterek otulajacy

Za oknem szaro, mokro i zimno, gdyby nie jasnozielone listki na drzewach i krótsze wieczory można by pomyśleć że to listopad. Zamiast więc dziergać letnie topy i cieniutkie ażurowe sweterki lniano-bawełniane wyprodukowałam niespiesznie duży, wygodny, czarny niezapinany kardigan, którym można się swobodnie otulić i ogrzać  nieco.



Konstrukcja chyba najprostsza w tego typu swetrach i pozwalająca bezproblemowo dopasować rozmiar, a przy tym niewymagająca wyliczeń, próbek itp. zabaw intelektualnych ;) 
Zaczynałam mój sweter od szalika z 18 oczek robionego ściągaczem podwójnym z tzw. prowizorycznego łańcuszka (szalik może być dowolnej szerokości i faktury, ważne żeby wybrany wzór robił się w tak sam sposób w obu kierunkach i najlepiej był dwustronny, czyli sprawdzają się wszelkie wariacje prawych i lewych oczek ale także niektóre warkocze i ażury) i po zrobieniu pasa obejmującego kark o długości od obojczyka do obojczyka włożyłam marker po 17 oczku, markery dwa po oczku 18 po czym nabrałam oczka wzdłuż bocznej krawędzi wetknęłam kolejne 2 markery, przełożyłam oczka początkowe na drut, dodając jeszcze jeden marker po pierwszym z nich i prując prowizoryczny łańcuszek. I od tego miejsca mając na drutach podział 17-1-24-1-17 robiłam reglan. Przy plisie szalikowej dodawałam oczka co cztery rzędy (zaczynając od rzędu trzeciego) a tam gdzie były markery podwójne tak jak w zwykłym reglanie co rzędy dwa, wszystkie jako oczka wkute w oczka rzędu poprzedniego. Gdy doszłam do podziału 17+27-38-58-38-27+17 uznałam że wystarczy tego reglanu, dodałam po 6 oczek na podkroje rękawów i oddzieliłam korpus przestając dodawać oczka przy plisie bocznej. Rękawy są zwężane co 20 okrążeń do 36 oczek na dole. Oczka dodane na korpusie pod pachą są zamknięte w kliny co 2-4-6 rzędów, odejmowałam oczka jeszcze dwa razy (po 8 i 10 rzędach) a później ponownie dodawałam po bokach i na środku tyłu (po 12 rzędach co 6 rząd) by poszerzyć całość na dole do 170 oczek. Żeby nie było tak nudno dodałam kieszenie robione w części tylnej jednocześnie z całością na drugim komplecie drutów szerokie na 17 oczek i głębokie na 24 rzędy i patkę z tyłu. Kieszenie są zaczęte z przodu od krótkiego szaliczka szerokiego na 10 oczek (zresztą ta patka z tyłu to także taki szaliczek długi na 40 rzędów) i długiego na 35 rzędów. Oczka które zostały przełożone na drugi drut w celu robienia tyłu kieszeni są zastępowane z przodu przez oczka boczne tego mini szaliczka (oznaczone markerami z obu stron) i dziergane wraz z całością korpusu. W co drugim rzędzie oczka całości swetra i oczka tylnej części kieszeni są przerabiane jako dwa razem w po osiągnięciu długości głębokości kieszeni kolejno jako dwa razem. Boki szaliczka przy-kieszeniowego są doszyte do korpusu natomiast patka z tyłu jest wrobiona. 
Co do wykończenia dołu całego swetra jak i rękawów to pierwotnie miał być zwykły ściągacz, ale rękawy wyszły, moim zdaniem, przykrótkie (robiłam je zanim zrobiłam korpus z jego kieszeniami), więc sprułam ich ściągacze, a że w głowie już mi się krystalizował pomysł na kieszenie, postanowiłam i mankiety i całość wykończyć ściągaczem 2x2 w poziomie, tworząc obramowanie. Na rękawach dodałam 17 oczek i przerabiałam je w rzędach ściągaczem ostatnie 17 oczko w co drugim z nich przerabiając jako dwa razem z oczkiem znajdującym się na obwodzie. Po zrobieniu całego obwodu początek i koniec mankietu zszyłam. Dół natomiast robiłam po połowach z zastosowaniem rzędów skróconych aby uzyskać ładne przejścia ściągacza na rogach z przodu, zszyłam całość na środku tyłu. Przy tym rodzaju włóczki którego użyłam i przy czarnym kolorze jest to niewidoczne mimo że nie bawiłam się w grafting ;) Musicie mi uwierzyć na słowo, ponieważ przy tej pogodzie, mimo starań, nie znalazłam sposobu by zrobić zdjęcia na których byłoby widać szczegóły.






Metyczka: pomysł mój, włóczka czarne boucle typu Capri na szpuli zużycie jakieś 430-450g nie mam wagi oceniam na oko po tym co mi na szpuli zostało, rozmiar chyba 40 w każdym razie na mnie celowo przyduży jak widać ;) druty 5 na korpus 4.5 na rękawy (w okrążeniach robię luźniej niż na płasko).

I to wszystko na dziś, pozdrawiam cieplutko słońca życząc ;)




środa, 12 kwietnia 2017

Herbatka z miłorząbiu

... czyli bawełniana bluzeczka na lato w kształcie litery T  z ażurowym motywem kojarzącym się kształtem z liśćmi ginko biloba (dobrymi na pamięć i koncentrację) ;)


Kolejny raz kupiłam włóczkę ze względu na kolor, chociaż w rzeczywistości okazał się nieco inny niż na monitorze. To coś pomiędzy szmaragdem a petrolem lecz bliżej ciemno turkusowej zieleni, w każdym razie nasunął mi morskie skojarzenia, a skoro morze to i fale, zaczęłam więc szukać ażuru, który mi będzie się z tym kolorem komponował. Trafiłam na ten wzór i chociaż to liście a nie fale, uznałam, że to jest to czego szukałam. Nie była bym jednak sobą gdybym go nieco nie przerobiła, dodając lustrzane odbicie, wywalając lewe oczka a w zamian wstawiając siatkę między panelami liści. Kombinowałam z formą,  i z reglanem, i z C metod ale wciąż wychodziło nie tak jak chciałam. Postanowiłam zatem, że góra bluzki będzie dziergana na płasko a wtedy dodane przeze mnie siatkowe oczka między motywami listków ażuru będą układać się faliście. I choć miałam dość dziergania szalików to jednak zdecydowałam się zaadaptować pokazywaną ostatnio konstrukcję do stworzenia częściowo ażurowej letniej bluzeczki (temperatury przez kilka pierwszych dni kwietnia pozwalały przepuszczać że się może przydać niebawem lecz gdy ją kończyłam planując zdjęcia między krzakami kwitnących forsycji nagle, złośliwie, obniżyła się o kilkanaście stopni a na dodatek zaczęło wiać i padać).
Bluzeczka jest robiona od szalika z dziurą w środku, tym razem krótkiego i ażurowego. Części po obu stronach pęknięcia są swoimi lustrzanymi odbiciami. Szerokość szaliczka to 56 oczek, długość prawie 7 powtórzeń motywu, w tym długość części robionej łącznie to jedno powtórzenie wzoru z każdej strony czyli 24 rzędy. Całość to niedokładne powtórzenie ilości motywów z tego prostego powodu, że ząbki na brzegach nie wychodziły przy pełnym powtórzeniu symetrycznie na obu rękawkach i trzeba było to dopasować. Góra tym razem nie jest wykończana i-cordową plecionką. Nabrałam oczka na falistej krawędzi szalika i je zamknęłam na trzech wypustkach od każdego z brzegów tworząc maleńkie pętelki z łańcuszka trzech oczek, po drugiej stronie zrobiłam tak samo z tym że pętelki zostały przez siebie przełożone i wtedy okazało się że głowa to mi się nie zmieści, a co więcej nawet gdybym przypadkiem głowy nie posiadała to i z przeciśnięciem szyi mógłby być problem i musiałabym ją poważnie odchudzić ;) Dlatego też  łańcuszki z oczek przy środkowych łączeniach zostały wydłużony z 3 do 25 oczek co dobrze zrobiło całości, przód nieco obniżył się w stosunku do tyłu, a dekolt już nie poddusza.
Korpus został dorobiony do dziury, na okrągło. Po bokach postanowiłam dodać ażurowe panele z lustrzanych obić wzoru ponieważ obawiałam się że mi włóczki zabraknie a jak wiadomo wszelkie dziury sprzyjają zwiększeniu wydajności materiału ;) Długość korpusu to 3,5 powtórzenia motywu plus wykończenie, na więcej nie starczyło włóczki, na szczęście w trakcie suszenia "w zwisie" się wyciągnęło. Całość jest lekko taliowana od 124 oczek nabranych na krawędziach do 116 a następnie poszerzana przy ażurowych bokach do 140 oczek na dole, przez co boki są nieznacznie dłuższe. Zakończone robione moimi ulubionymi poziomymi łańcuszkami i półłańcuszkami razy trzy.






Pomysł mój, druty 4, włóczka YarnArt Jeans, kolor 63, zużycie 3 motki czyli 150g.

Pozdrawiam serdecznie przed świątecznie ;)
Życzę spokojnego i radosnego czasu świątecznego :)


ps. gdyby ktoś chciał sobie stół czy koszyczek ozdobić to znalazłam przepis na ręcznie robionego króliczka uroczego

wtorek, 28 marca 2017

Nie całkiem czarny, nie do końca bokiem, nie zupełnie szyty

Taki oto opalizujący (dzięki użyciu dwóch różnorakich tęczowych włóczek) i dość kombinacyjny w prostocie swej konstrukcji, sweterek wiosenny wydziergałam powoli przez cały marzec :)




Jak widać na powyższych fotkach (to pierwsze tyłem najbardziej ze wszystkich zrobionych w lesie mi się podoba, nie mam głupiej miny, i najlepiej obrazuje faktyczne kolory) postanowiłam chwilowo zmienić tło na którym prezentuje swoje udziergi (żeby nie było, że z domu nie wychodzę) i nie pozbawiać się tym razem głowy a tylko stopy przypadkowo obcięłam ;) Ale ściana też będzie.

Co do samego sweterka/bluzeczki to nie wiem czy to przez wietrzną i zmienną pogodę czy przesilenie wiosenne, czy też kolejny rok na karku, ale wybitnie wolno mi się tym razem produkowało te oczka i kilkakrotnie robótka lądowała na leżakowaniu w pudle wywołując u mnie tzw. niechcemisia (stąd też cisza na blogu). Zresztą, już miałam toto pruć ogarnięta przez totalne zniechęcenie i nie walczyć z materią, gdy niespodziewanie mój tato, który zwykle widząc mnie z drutami mówi coś w stylu "a Ty znowu sobie drutujesz" tym razem stwierdził "o jakie ładne, jak skończysz zrób mi taki szalik" co było na tyle zaskakującym komplementem, że jednak postanowiłam dokończyć co zaczęłam pokonując własny marazm. I w efekcie jestem bardzo zadowolona z tego udziergu, który idealnie wpasował się w słoneczną pogodę końcówki marca.

Konstrukcyjnie znów się pobawiłam. Całość jest robiona na płasko i bezszwowo ;) 
Najpierw powstał "długaśny szalik", z dziurą i delikatnym podkrojem dekoltu na zewnętrznych krawędziach (o 2 i 6 oczek), robiony pieguskową mozaiką. I to ten "szalik" tak mi się dłużył, i tak na mnie depresyjnie wpływał, mimo swojej opalizującej tęczowatości. Niby tylko 61 oczek ale za to aż 614 rzędów! I to trzema nitkami! 
Do dziury w szaliku (rękawy miały być z założenia "zszywane" od góry) dorobiłam szybko, nabierając oczka na brzegach tak by widoczny był kolorowy łańcuszek, dwa prawie prostokąty wykończane mozaiką jednokolorową  (delikatnie zwężane po bokach ze 105 do 97 i 93 oczek w ramach "klina" pod pachą, zostawiłam z szalikowej części 3 oczka środkowe, robione jako czarne, przy podziale na dziurę, na minimalny podkrój i do wykorzystania przy późniejszym łączeniu) czyli przód i tył, i maiłam coś w rodzaju prawie krzyża czy też pękniętego T, po czym nastąpił kolejny okres zastoju produkcyjnego. Nie mogłam się zebrać do wykończeń, ponieważ wymyśliłam sobie wszędzie i-cord zamiast szycia. Czy ja już kiedyś wspominałam że lubię sobie dzierganie komplikować? :D Żeby było jeszcze zabawniej do tego i-cordu dołożyłam multum pętelek przekładanych przez pętelki i zaplatanych wraz z plączącą się nitką w nieskończoność... Zwłaszcza na górnych krawędziach gdzie najpierw nabrałam 307 oczek (na każdej) po lewej stronie tak żeby ponownie zachować ładny kolorowy łańcuszek na brzegu a później zrobiłam pętelki wzdłuż jednej krawędzi, pomijając podkrój dekoltu i następnie pętelki drugiej przeplatając je przez te pierwsze i wkurzając się na samą siebie oraz stawiającą opór nitkę.
Nie przepadam za szyciem, ale igłą z nitką połączyłabym całość w góra dwie godziny, sznurując zajęło mi to kilka długich wieczorów. A potem okazało się jeszcze, że rękawy są jednak nieco przykrótkie (wyjątkowo zupełnie się nie wyciągnęły po praniu) i musiałam dopętelkować ich wykończenie. I już można było odetchnąć i pojechać zrobić zdjęcia plenerowe (póki pogoda sprzyja) uważając żeby się nie zaplątać pętelkami w podstępne gałęzie i nie zapaść w bagniste podłoże. I jeszcze te fotki troszkę obrobić nieporadnie, i zebrać się w sobie żeby to wszystko opisać... uff :)

Zapomniałabym o  metryczce: pomysł mój, druty 3.5, włóczka Diva Alize silky effect kolor 60 czyli czarny około 270g, oraz po około 25g każdego z tęczowych kolorów Diva Alize batik design nr 4537 i 3242, rozmiar "sklepowe" 36/38 (to jest jeszcze S czy już M? bo nigdy nie wiem i sklepy też, a w rozmiarówce projektów na ravelry wychodzi mi czasem nawet XS!)

Boki "zszywane" przez 30 rzędów i-cordem na 3 oczka (zostawione przy dziurze w podziale na przód i tył), a później zdublowanie (narzuty przekręcone i przełożone na agrafkę) sznurka i "radosne" przeplatane ze sobą coraz większych pętelek w ramach poszerzania dołu...


Równie "radośnie" zaplatane sznurki wykończeniowe na całej długości rękawów, na dole pętelki nieco większe, i jeszcze dodatkowo mankiety z pętelek największych - jak szaleć to szaleć, a co ;)





Wszystkie wykończenia w zbliżeniu bez ludzia i lasu


Całość na płasko


i na wisząco


i na bezgłowym i beznogim ludziu na ścianie, bez rozpraszającej przyrody w tle :)






I to już nareszcie koniec zdjęć.

A!!! Za wszystkie fotki leśne dziękuję bardzo MiKowi, który cierpliwie i bez irytującego tekstu "uśmiechnij się" robił za statyw, zwalniał migawkę aparatu i mnie znosił ;) te na płasko zrobiłam sama, a te na tle ściany samowyzwalacz ;) Do fotek plenerowych poza mną pozowały drzewa, krzaki i inna roślinność oraz elementy przyrody nieożywionej (pierwszy wiosenny motylek niestety uciekł i się na fotki nie załapał, a ptaki są pochowane tak że ich nie widać) z rezerwatu przyrody Duża Woda.

Pozdrawiam serdecznie słonecznie, do następnego razu ;)


niedziela, 5 marca 2017

Astryda - konstrukcja masochistycznie kombinowana

Lubię sobie czasami dzierganie skomplikować, utrudnić, postawiać samej sobie karkołomne dziewiarskie wyzwania. Dzisiaj pochwalę się Wam moim ostatnim udziergiem, który nie dość że jest ze 100% wełny jagnięcej merino, więc tworzyłam go w rękawiczkach, to dodatkowo ma konstrukcje wybitnie kombinowaną, co było przyczyną kilkukrotnego prucia góry i zrobieniem, zupełnie dla mnie nietypowo, mega dużej próbki czy też raczej wersji roboczej 1/3 swetra - z akrylu :)





A teraz będzie opis przygód towarzyszących powstawaniu tej bluzki/swetra :D
Zaczęło się wszystko od włóczki Mirella z Włóczek Warmii w kolorze o nazwie "morskie oko". Kupiłam ją z pełną świadomością, że sobie wyrobu z niej na 99,9% nie ponoszę, a dzierganie też będzie spowolnione, ale ten kolor wzburzonego morza w pochmurny dzień (zdjęcia dobrze tego nie oddają) mnie przekonał.
Motki dotarły w grudniu tuż przed świętami w formie precelkowej wymagającej przerobienia na kłębki, i tu były pierwsze schody, jak zwijać wełnę w rękawiczkach? Walczyłam z nimi dwa dni, myśląc o swojej własnej inteligencji nie najlepiej, skoro się na coś takiego porwałam. Plątało się toto niesamowicie i cóż mechaciło czy też raczej obłaziło, wywołując co chwila wzdychanie "a po co mi to było, tyle jest fajnego akrylu to mi się w szaleństwie niezrozumiałym zachciało wełny". Przewinęłam, odłożyłam do pudła i musiało się odleżeć. Później była książka, a właściwie dwie: "Harda" i "Królowa" Elżbiety Cherezińskiej (bardzo polecam) i już wiedziałam - cokolwiek wydziergam z "morskiego oka" będzie się nazywać Astryda, słona siostra, wolińska pani, wypływająca łodzią na wzburzony Bałtyk. Zaczęła powoli kiełkować koncepcja wzoru, żeby było falowanie, wodorosty coś związanego z kolorem i forma pod samą szyję ale z jakimś odcięciem gorsetowym (kobiety w średniowieczu kojarzą mi się jako raczej szczelnie opatulone w zwoje tkaniny i futra). Powstało kilka rysunków ale nic do mnie nie przemawiało, wtedy natknęłam się na to zdjęcie uznałam - świetne rękawy, a sam motyw na nich prosty i efektowny, gdyby tak troszkę nad nim popracować, można budować w oparciu o to cały projekt. W samym wzorze ozdobnym zmieniłam tylko to, że zamiast narzutów (nie chciałam ażuru) są oczka wkuwane w oczko z rzędu poniżej z odpowiedniej strony.
Reszta procesu koncepcyjnego była już względnie prosta, pozostawała tylko kwestia konstrukcji rękawów, wiedziałam, że na pewno nie chce reglanu tylko "moją" wersję metody na C (opisaną w poście o różyczce) z tworzeniem paska ramion jednym ciągiem rzędami skróconymi. Jednak po zrobieniu wersji pierwszej i przymierzeniu, na sekund dosłownie pięć, okazało się że ramiona się nie układają. Powód był prosty, gdy rzędy skrócone powstają na jednym czy dwóch oczkach tworzy się pas imitujący szew i wszystko ładnie "spływa z ramion", tutaj "szew" był z 20 oczek motywu, który dodatkowo lekko się marszczył, odstawało toto niczym zbroja, pomimo miękkości surowca. A po doświadczeniach z plecionym kardiganem zdecydowanie nie chciałam stosować klastycznej metody contiguous i związanych z nią opadających bardzo ramion. Musiałam więc wypośrodkować nachylenie na takie mieszczące się gdzieś między poziomą górą w wersji "mojego C" i taką pod kątem 45 stopniami wersji Susie Myers. I tak zaczęła się zabawa w prucie. Po drugim zaczęłam mieć obawy o nitkę z merinoska, jakoś na wyglądzie tracić zaczęła i mechacić się miejscami niepokojąco, więc stwierdziłam niech sobie odpocznie jagniątko, a ja się pobawię w destrukcje na moim ulubionym materiale czyli na akrylu ;)
Bawiłam z osiem czy dziesięć razy, bo wyliczenia na papierze to jedno a to co schodzi z drutów drugie. W międzyczasie wymyśliło mi się jeszcze leciutkie zaokrąglenie ramion na łączeniu z rękawem (widać na foto), a wersja próbna z akrylu była mniej rozciągliwa i wymagała grubszych drutów mimo identycznego metrażu co włóczki co ta wełniana. Jednakże już było w miarę łatwo, koncepcja całej góry się skrystalizowała, podział na rękawy lewymi a korpus prawymi wyklarował, wizja nareszcie przełożyła na druty tak jak chciałam, powstała niemal 1/3 swetra (którą całkiem niepotrzebnie, impulsywnie i bezmyślnie sprułam! a miała bym swoją użytkową Astrydę to nic że rudą), można było wrócić do włóczki docelowej ;)





I wtedy, gdy już miałam górę i część jednego z rękawów zrobione (dziergam rękawy zanim skończę korpus, w ten sposób powstają one szybciej i nie są za krótkie z powodu braków materiałowych), Intensywnie Kreatywna pokazała ten sweter! Najpierw mnie zatkało, że jak to, ja sobie coś wymyślam, kombinuję, pruje, wyliczam i przeliczam, kąty obliczam, a ktoś już coś podobnego stworzył i opatentował. Zmusiłam się do przeczytania opisu i uff na szczęście technicznie jest to jednak inaczej zrobione, tam jest cieńcie nitki i nabieranie oczek na brzegu, a u mnie nie! Ulżyło mi. Mogłam dokończyć swój wyrób bez uczucia że to już było i to lepsze, bardziej dizajnerskie. (Jak ktoś znajdzie gdzieś coś podobnego, co jednak już było, to proszę mnie nie informować żebym w depresję minutową nie popadła).
Po tych wszystkich perypetiach poszło z górki, chociaż przemknęła mi jeszcze myśl o pruciu, gdy rękawy były gotowe, nagle przestał mi się tył podobać, stwierdziłam że niepotrzebnie pociągnęłam ten motyw na kręgosłupie (miało to na celu ukrycie miejsca miksowania motków w okrążeniach na lewych oczkach, na prawych jest mniej widoczne) ponieważ bez tego miałabym dzięki teksturze oczek efekt bolerka założonego na gorset. Po przespaniu się z tym impulsem destrukcji zostawiłam jednak jak było, powiedzmy że to "widmowe bolerko zapinane na plecach".
Skończyłam całość, znów musiała się odleżeć, nie miałam gdzie swetra wysuszyć/zablokować. Po moczeniu okazało się, że (co za niespodzianka, tym bardziej że próbki z jagniątka naturalnie nie robiłam) rękawy są zdecydowanie za długie, całość też mi się wydała dziwnie duża, na szczęście po wyschnięciu wróciła do docelowego rozmiaru. Mankiety jednak zostały sprute i skrócone o dwa powtórzenia motywu (żeby coś poza czubkami paznokci było widać). I można było zrobić szybkie zdjęcia na ludziu, nie plenerowe - nie wytrzymałabym w owcy bez widocznych efektów ubocznych dłużej niż 5 minut, a i tak mnie Mirella z jagniątka pogryzła zanim uczulić zdążyła, mimo że na koszulkę założona, i że taka milusia się wydawała.
Dlatego oświadczam z całym przekonaniem, mimo niekwestionowanej cudowności kolorystycznej, ze względu na zmianę wymiarów po moczeniu, obłażenie kłaczkami, mechacenie przy pruciu, "zapach" na mokro, pranie "szczególnej troski", długie schnięcie wymagające dużo powierzchni płaskiej oraz kilku ręczników, i gryzienie przy noszeniu (że o alergii litościwie nie wspomnę) wszelkiej naturalnej wełnie w włóczkach mówię stanowcze NIE! Niech ja sobie owieczki na grzbietach zachowają, i niech im ciepło będzie, i będą szczęśliwe w swej wełnistości. Ja uwielbiam akryl i się tego nie wstydzę, możecie mnie spalić na stosie z bambusowych drutów niemarkowych (które też darzę głęboką sympatią) za dziewiarską herezję a zdania nie zmienię ;P Mogę być eko na co dzień, ale taki kontakt z naturą mnie irytuje i nie wart jest czerpania z pokładów mojej ograniczonej cierpliwości i zasobów finansowych.

A teraz technicznie: o włóczce już pisałam dodam jeszcze że ma 400m w 100g, zużyłam około 230g, druty 3.5., rozmiar 38 po kontakcie z wodą.
Konstrukcyjnie: zaczynałam od góry, od nabrania 88 oczek i przerobieniu ich poziomymi łańcuszkami dwa razy zanim przeszłam do wzoru. Każdy motyw to 20 oczek i 12 rzędów poza motywem z przodu który celowo poszerzyłam do 22 oczek. Podział po zrobieniu pierwszego powtórzenia motywu wyglądał 11-20-26-20-11. Na ramiona zostało dodanych po 24 oczka, rzędy skrócone były robione dookoła motywu na ramionach i dookoła powtórzenia całej sekwencji na około w 12 jej rzędzie (3 razy), dookoła dwóch rzędów sekwencji, i do jej końca już na około co drugie okrążenie, aż na drutach było 35-20-74-20-35.
Na rękawy dodawałam lewe oczka (30) po wewnętrznej stronie markera (jako oczka wkute w oczko z poprzedniego okrążenia) aż było ich w sumie 50. Na Pokroje dodałam po 8 oczek, na rękawach zredukowane od razu do 6, na korpusie w klinach do 4. Rękawy są proste, poszerzone na dole mają 60 oczek, tak żeby się zmieściły całe 3 motywy, powtórzone dwa razy, nieco tylko zmienionego podstawowego wzoru, który ciągnie się przez cała długość od ramienia  i rękawa.
Korpus taliowany do 140 oczek, i poszerzany na dole do 160 znów żeby się 8 sekwencji wzoru, powtórzonych dwa razy zmieściło i dało delikatny efekt falowania. Wykończenia dołu i mankietów robione ponownie dwoma okrążeniami poziomych łańcuszków na oczkach przed ich zamknięciem.
Poza tym na przodzie i tyle jest dodawanie oczek wkutych i przerabianie dwóch razem, po skończeniu motywu z przodu, tak aby uzyskać zmianą faktury oczek efekt bolerka/gorsetu. Z tyłu motyw zmniejszony do szerokości 8 oczek ciągnie się przez całą cześć robioną lewymi oczkami. Jak ktoś się przyjrzy, na samej górze z tyłu jest dziura/łezka zostawiona specjalnie, ponieważ robótkę w okrąg połączyłam dopiero po skoczeniu sekwencji rzędów skróconych kształtujących ramiona, tak mi było wygodniej.

Tyle odnośnie mocno kombinowanej Asytydy. Prawdopodobnie zrobię dla siebie taką z akrylu jak tylko znajdę jakiś w "mówiącym do mnie" kolorze, może konstrukcja będzie z innym motywem na ramionach ale rozwiązania te same, wtedy też spróbuję rozpisać wzór. Chwilowo potrzebuję odpoczynku od drutów i naładowania akumulatorów, gdyż znów mój nadgarstek zaczyna dawać się we znaki i czuję się kreatywnie wydrenowana przez ten wymagający acz ostatecznie satysfakcjonujący projekt.

Pozdrawiam już niemal wiosennie, tęskniąc za wzburzonymi falami i zapachem słonego wiatru od morza ;)