środa, 25 stycznia 2017

Czapka

Osobiście czapki nosze tylko przy wielkich mrozach, więc rzadko je robię. Ponieważ jednak zaistniało zapotrzebowanie na taki wyrób to powstał, od góry z prostym motywem dla ozdoby, żeby mi się nie nudziło przy dzierganiu.


Włóczka to dropsowe merino extra fine 2 motki czyli 100g wyrobione dosłownie do ostatnich centymetrów. Przerabiałam podwójnie na drutach 4.5 dziergając w rękawiczkach :) nie tylko dlatego że to wełna ale też dlatego że obłazi! Zaczęłam od 8 oczek nabranych na dwa druty z żyłką tak jak na skarpetki robione od palców i przerabiając magic loopem dodawałam (chyba bo nie zapisałam) po 8 oczek co okrążenie 3 razy, i po 8 oczek co drugie okrążenie 4 razy, do 64 oczek w sumie. W każdym razie dodawałam je tak żeby mi pasowały do powstającego wzoru.
Wzorek z głowy, "na motywach" czegoś co gdzieś widziałam, taki oszukany warkocz miał być z prawych i lewych, dwóch razem i oczek wkutych, ale po moczeniu, obłażeniu z kłaczków i rozciąganiu się rozpłaszczył - jest choinka ;) 
Okrążenie I - 2 prawe, 4 lewe, 2 prawe. Okrążenie II tak jak oczka schodzą z drutu.
Okrążenie  III - oczko prawe wkute w oczko z rzędu poniżej, 1 prawe, dwa razem na prawo z prawym oczkiem na wierzchu, dwa lewe, dwa razem na prawo z prawym oczkiem na wierzchu, 1 prawe, oczko prawe wkute w oczko z rzędu poniżej. Okrążenie IV tak jak oczka schodzą z drutu.
Okrążenie V - oczko prawe wkute w oczko z rzędu poniżej, 2 prawe, dwa razem na prawo z prawym oczkiem na wierzchu, dwa razem na prawo z prawym oczkiem na wierzchu, 2 prawe, oczko prawe wkute w oczko rzędu poniżej. Okrążenie VI tak jak oczka schodzą z drutu. Powtarzać te 6 okrążeń. Zamiast oczek wkutych można by robić narzuty przerabiane jako oczko przekręcone, ale nie chciałam ażuru, to miała być ciepła czapa.
Na dole jest króciutki ściągacz 2x2 i się nitka skończyła, dlatego wysokość czapki to tylko około 25cm. Ten dół prułam żeby do obwodu głowy (53cm) dopasować, początkowo go zrobiłam na mniejszych o pół numeru drutach i był problem, aż tak się nie rozciągnęło jak sądziłam i łepek się nie mieścił. I tak jest troszkę ciasno ale lepiej tak niż za luźno i na oczy opadająco :) Włosy zwinięte w warkocz czy koka na czubku głowy się mieszczą w tej odstającej części "orzeszka". Generalnie nie jest to mój ulubiony fason ale na "beretoczapkę" było za mało czarnej ciepłej włóczki żeby zapotrzebowaniu sprostać.
Tak na mnie toto wygląda (docencie, mimo tego że zdjęcia są fatalnie nieostre, moje poświęcenie w kontakcie z wełną i próby zrobienia znośnego selfi własnemu czubkowi głowy!)



Czubek czapki na balonie


Pompona, chociaż są modne, nie dorobiłam, to już kwestia składającego zapotrzebowanie czy sobie ogon sztucznego królika doszyje czy nie :). A czapa grzeje i chociaż mało fotogeniczna to na żywo wygląda całkiem atrakcyjnie.

Pozdrawiam cieplutko i z "zimową" piosenką Was zostawiam ;)

środa, 18 stycznia 2017

Mroźna noc albo szkolny mundurek

W ramach robienia próbki narzuty na łóżko, chciałam sprawdzić jak się kolory rozkładają w granatowej szpuli boucle print, i zupełnie nie wiem kiedy, kolejny golf sobie wydziergałam ;)



Kolorystyka ubraniowo kompletnie nie moja, od czasów wczesnoszkolnych nie lubię połączenia granatowego z białym, kojarzącego mi się z nieszczęsnymi fartuszkami nylonowymi. Rozważałam nawet czy dla hecy tarczy do tego swetra nie przyszyć, bo gdzieś pamiątkowe z czasów edukacji jeszcze posiadam :D 
Jednak nie jest to jedyne skojarzenie z tym golfiakiem, drugie ma związek z zimową pogodą, cieniami na śniegu i mroźną, rozgwieżdżoną nocą zdała od cywilizacji gdzieś w północnych krainach, przez to się z tym swetrem polubiłam.
Konstrukcyjnie to wariacja na temat reglanu, podpatrzona ostatnio w przepięknym swetrze Herbi, koniecznie musiałam wypróbować to w czymś prostym zanim wezmę się za wstawianie ażurów czy plecionek w rękawy. Dla tej włóczki miałam już wyliczenia z tego jesiennego swetra więc nabrałam oczka na golf (64) będące sumą oczek przewidzianych na oba rękawy (bez podkroi) i zrobiłam odpowiednią ilość okrążeń coby szyję zabezpieczyć od chłodu ściągaczem 1x3. Następnie wstawiłam marker na środku przodu (z tyłu już był zaznaczając początek okrążenia) i dodawałam w każdym okrążeniu oczka po bokach rękawów kształtujące korpusik (rękawy już swoją ilość oczek miały i tu dodawać nic nie było trzeba). Po 20 okrążeniach wydało mi się że takie poszerzanie co okrążenie może spowodować iż uzyskam fason oversize zanim karczek będzie odpowiednio wysoki, więc oczka dodawałam co drugie kółeczko do uzyskania 54 oczek z przodu i 52 z tyłu (z tyłu oczka po bokach rękawów zaczęłam dodawać jedno okrążenie później niż z przodu). Na podkroje dodałam po 6 oczek z każdej strony. Sweter jest leciutko taliowany odjęłam 8 oczek i dodałam 12, na dole jest 120 oczek wykończone ściągaczem 3x1. Rękawy to 38 oczek na mankiecie 36. 
Co do rękawów to początkowo miały być symetryczne kolorystycznie ale po zrobieniu pierwszego stwierdziłam że  nie chce mi się znów szpuli przewjiać do odpowiedniego momentu i postanowiłam wykorzystać fragment już wycięty od drugiej strony. Tym sposobem nareszcie wiem która ręka jest prawa a która lewa, a odkąd przestałam nosić zegarek i pierścionki miałam z tym czasami problem ;) 


Golf wywijam do wewnątrz bo wywinięty normalnie wydaje mi się zbyt ciemny w stosunku do "ośnieżonych" ramion. O tak jak tu


I jeszcze metryczka: Pomysł mój. Włóczka Boucle Print Ramley Shade z linku na początku wpisu. Druty 5. Zużycie około 300g. Tradycyjne zdjęcie wieszakowe na koniec


Pozdrawiam ciepła w mroźne noce życząc ;)





wtorek, 10 stycznia 2017

Wyśnione zaplotłam warkocze walcząc z owczą sierścią

Jak już niejednokrotnie wspominałam - wełna mnie uczula, zresztą nie tylko wełna ale po kolei...
Zanim konkrety i dużo zdjęć będzie wprowadzająca dykteryjka, można przewinąć stronę w dół do obrazków, żeby się nie nudzić przy czytaniu ;)
Jakiś czas temu, zapewne wiosną, wracałam do domu mocno okrężną drogą i przypadkiem, w bocznej uliczce, trafiłam na likwidację małego sklepiku, z którego wystawy uśmiechały się do mnie kolorowe motki, weszłam. Wyszłam z całą reklamówką dóbr różnorakich, nieco tylko lżejszym portfelem i uśmiechem szczęśliwego "łowcy okazji" na ustach ;)
Wśród kupionych przedmiotów było kilka motków włóczki, która urzekła mnie kolorem piaskowo-beżowo-złotym (coś jak plaża w blasku słońca zmiksowana z odcieniem starych radzieckich pierścionków) na tyle, że nie poświęciłam uwagi na czytanie etykiety ze składem. Z włóczki tej powstała pierwotnie tunika, ewokująca po wstępnym praniu w luźną sukienkę do kolan, którą miałam na sobie dokładnie jeden raz, gdyż kiecek tendencyjnie nie noszę, tym bardziej prześwitujących pod które trzeba by podszewkę wszyć czy halkę założyć. I tak sobie tuniko-sukienka leżała zapomniana głęboko półce do czasu, aż zapragnęłam dziergać z jaśniejszego koloru. Już miałam beżową czy jasnoszarą włóczkę kupować, gdy mi się w oczy, przy wyjmowaniu zimowych swetrów, rzucił ten zapomniany udzierg. Sprułam bez chwili wahania.
Zaczęłam dziergać kardigano-płaszczyk z plecionkami, trochę celtycki a trochę wschodni, taki jak mi się przyśnił któreś nocy po wcześniejszym oglądaniu tego typu swetrów na ravelry. Jakież było moje zdziwienie gdy po pierwszym wieczorze z drutami i tą włóczką moje dłonie były całe swędzące i pokryte pokrzywką - ta (niecenzuralny przymiotnik) wełna! Niczego podobnego nie przypominałam sobie jednak ze wcześniejszych kontaktów z tą włóczką, a nie było mowy o pomyłce, znalazłam etykietę na ostatnim zachomikowanym w pudłach motku. Okazało się że skład to aż 50% wełny w akrylu! Wyjaśnieniem braku przykrych doświadczeń, było to, że uprzednio dziergałam w czasie pylenia traw, drzew czy zbóż oraz kwitnienia kwiatów wszelakich a tym samym byłam bezustannie pod działaniem tabletek antyhistaminowych, więc sierść owcy (kota i świnki morskiej też ale ich nie przerabiam na drutach) była mi nie straszna. Zimą gdy nic, oprócz kurzu, smogu i okazjonalnych płatków śniegu nie unosi się w powietrzu, alergia mnie dopadła. Nie zamierzałam jednak zrezygnować z mojego planu produkcyjnego swetra wyśnionego. Ostatecznie kardigany nosi się na coś i kontakt ze skórą będzie znikomy, a samo dzierganie cóż... Wygrzebałam "leki antywiosenne", poszukałam też profilaktycznie rękawiczek do farbowania włosów i tak zabezpieczona przestałam się przejmować materiałem który przerabiam, nie będzie mnie żadna owca sabotować! 
Płaszczyko-kardigan powstawał, może nie w bólach ale z utrudnieniami i przerwami, przez cały grudzień, zamknęłam oczka, namoczyłam i rozłożyłam do schnięcia na płasko (żeby się przypadkiem nie zrobił do połowy łydek z rękawami do kolan) w sylwestra. A na zdjęcia naludziowe odbyły się już w tym roku. Pogoda nie chciała współpracować (albo było za ciemno na ścianę, albo za zimno na plener) tym samym ich jakoś jest nienajlepsza.
Oto rezultat moich zmagań z owczą sierścią z którego jestem niesamowicie zadowolona ;)








A teraz nareszcie informacje techniczne ;) 
Pomysł mój wyśniony. Druty 5. Włóczka Opus Polo (200m/100g) kolor jasno beżowy 805, zużycie na rozmiar 36/38 (i długość póki co około metra) prawie 600 gram, została się kuleczka wielkości mandarynki.
Robiony od plecionego szalika, od góry w rzędach bezszwowo klasyczną metodą contiguous Susie Myers. I to jest jedyna rzecz, którą bym w nim zmieniła, nie wiem co mnie napadło żeby zrezygnować z reglanu, czy też sprawdzonej modyfikacji C-metod, na rzecz wypróbowania sposobu, którym dotąd nie dziergałam. Te opadające ramiona mnie irytują, chociaz ponoć są modne, górę trzeba przez to wywijać żeby się lepiej układało... Nie sprułam tylko dlatego że zanim przymierzyłam miałam już wydziergane półtora rękawa i plecy do ozdobnego motywu taliującego. Tak się mści moje nie przymierzanie udziergów w trakcie dziergania, z nierobieniem próbek sobie bezproblemowo radzę. Na szczęście wzór ma bardzo ładną drugą stronę, co widać na ostatnim ze zdjęć powyżej, dzięki czemu wywijanie kołnierza w niczym nie ujmuje całości uroku. 
Szalik/plisa to 29 oczek, przerobione 5 powtórzeń prostego plecionego motywu po czym nabranie oczek wzdłuż brzegu i podział 29-1-34-1-29, 15 razy dodane oczka na kształtowanie ramion (30 rzędów! stąd to nieszczęsne opadanie) do 43-2-64-2-43, podkroje z 9 oczek, na rękawy 46 oczek. Całość ma kształt A, zamiast taliowania i w celu dekoracyjnym, jest wariacja na temat podstawowej plecionki, podobnie jak na karku. Od pach jest poszerzany z przodu tuż przy szaliku/plisie o jedno oczko z każdej strony co powtórzenie motywu, z tyłu jest poszerzany na środku od wzoru w dół też co 12 rzędów czyli co motyw. Na dole przed plecionką jest 200 oczek, dodałam 46 (po dwa na każde krzyżowanie) żeby wzór nie ściągnął wykończenia. Rękawy na dole mają 48 oczek aby się pełen motyw mieścił na mankietach, a na ich długości zamiast "warkoczyka" z sześciu pasków jak na plisie/szaliku jest zaplatanie z czterech. Wykończone przed zamknięciem rzędem łańcuszka na lewych oczkach. Z boku plisy/szalika pierwsze dwa oczka zawsze krzyżowane. 
Sweterek ma kieszenie robione na drugim komplecie drutów w trakcie dziergania dołu na oczkach nabranych z przekręconych narzutów. Kieszenie mają otwory nie od góry ale z boku, tak mi się bardziej podobało, przez co widoczna jest niestety ich boczna krawędź. Zrobienie jej kompletnie niewidocznej wymagało by ode mnie nieco więcej ekwilibrystyki, jeszcze jednego kompletu drutów w tym rozmiarze i dziergania symultanicznego w rzędach obu kieszeni i dołu, a to wykracza poza moje zasoby sprzętowe oraz przekracza posiadane pokłady cierpliwości, słowem uznałam że nie warto dążyć do perfekcji na siłę. A i tak kieszonki zajęły mi sporo czasu w trakcie dziergania swetra, mimo swojej stosunkowo nie wielkiej powierzchni walczyłam z nimi, z przerwami, przez tydzień. Każda kieszeń zaczęta jest od 21 oczek skończona 24 tuż przed ozdobnym wykończeniem, długa na 3.5 motywu z czego 1.5 motywu na otwór którego krawędź to też dwa krzyżowane oczka. 
Zamiast guzika jest krótki sznureczek i-cordowy z 3 oczek, który można przeciągnąć przez luźny splot w dowolnym miejscu, być może dorobię z resztki włóczki dłuższy sznur żeby móc się lepiej zapinać ;) 

Tak wygląda kardigano-płaszcz nazwany na potrzeby ravelry Aslaug (takie skojarzenie z Wikingami - serialowo irytująca postać, według sag piękna mądra i dumna księżniczka, żona Ragnara i matka jego synów, przez którą się rozszedł z Lagerthą - zupełnie jak ta włóczka irytująca mimo że o fajnym kolorze i  na poły naturalna. Nigdy nie zrozumiem zachwytu dziewiarskiego nad wełną!) w całej okazałości a'la płaszczka


Zbliżenie na nieidealną kieszeń


I jeszcze do kompletu kardigano-płaszcz na wieszaku


I tak to już koniec tego długiego wpisu, mam nadzieję że dało się przez niego przebrnąć bez ziewania. Następnym razem będzie krócej ;)

Pozdrawiam cieplutko ;) zostawiam Was z klimatyczną muzyką islandzkiego zespołu Sólstafir  i genialnym teledyskiem






poniedziałek, 2 stycznia 2017

Gruby sweter na zimowe dni

Witajcie w Nowym Roku ;)
Nie przywiązuję specjalnej wagi do zmiany daty, niczego nie podsumowuje ani nie planuję na tę okoliczność, ale życzę wszystkim ziszczenia chociażby połowy z noworocznych postanowień, spełnienia marzeń, i realizacji zamierzeń, jeśli takowe macie w związku ze zmianą cyferki. Oraz zdrowia, miłości i pozytywnych ludzi wokoło!
Przeczytałam gdzieś, kiedyś, że czas jest jak rzeka, nie da się go zawrócić, nie ma się wpływu na stan wody, więc warto dać się unosić nurtowi zamiast z nim walczyć i osiąść na mieliźnie... Sterownej rzeki i spokojnych, obfitych w ryby wód wobec tego :)

A teraz gruby sweterek z wielgachnym golfem, w sam raz na zimę.


W ramach porządkowania różnych dziwnych skrytek i szafek domu rodzinnego znalazłam upchnięte gdzieś w ciemnym kąciku w reklamówce baltony (kto pamięta?) zapomniane motki i kłębki sprzed prawie 30 lat. Ponieważ mole ich nie pożarły i chronologia się zgadzała, a kolory mi się spodobały, postanowiłam znalezisko wykorzystać uznając, że to najpewniej akryl, więc mnie nie pogryzie. W ten sposób powstał szybki komin. A później do komina został dorobiony korpusik z rękawami. Ze względu na to, iż dysponowałam tylko prostymi drutami nr 7 był robiony trzema nitkami jednocześnie, w częściach i szyty. Przy czym okazało się empirycznie, że włóczka turkusowa, której było najwięcej, w jakimś procencie swego składu zawiera jednak wełnę i lekką wysypkę powoduje, dlatego dół mankietów i część golfu powstały z mieszaniny błękitnych nieuczulających nitek, reszta jest z podwójnego turkusu z jedną nitką błękitu zmienianego co jakiś czas bo za mało było jednego odcienia na całość. Na zdjęciach tego nie widać, a i na żywo ze względu na zdecydowanie melanżowy charakter swetra nie rzuca się w oczy jakoś wybitnie, widać tylko że wykończenia swetra są jaśniejsze, ale tak miało być.



Konstrukcyjnie to udawany reglan, robiony od dołu jak już wspominałam w częściach. Przód i tył to po 60 oczek dziergane ściągaczem 3x3 a później 1x1 dzięki czemu nie wymaga taliowania i dobrze się układa nie sprawiając wrażenia worka, a kolory ładnie się przenikają połyskując niczym szczeliny w lodowcu. Rękawy to 48 oczek. Podkroje są specyficzne, identyczne z przodu i tyłu oraz na rękawach, zamknięte w trzech kolejnych rzędach na obu końcach jako trzy razem i w dwóch następnych jako dwa razem. Przód i tył ma odejmowane jeszcze na niby reglan co 8 rzędów po jednym oczku 4 razy, w rękawach odejmowania oczek brak. Góra jest zamknięta bardzo ściśle szydełkiem w kierunku odwrotnym do dzierganego, a następnie był doszywany komin-golf ponieważ ilość oczek się nie zgadzała ;) Komin to jeden wieczór, rękawy robione jednocześnie drugi, przód i tył dwa kolejne czyli szybki udzierg, tylko szycie było rozłożone w czasie, odzwyczaiłam się, przez co trwało...dwa tygodnie.
Rzecz wielce noszalna i ciepła, zakładana na koszulkę nie gryzie a małą wysypkę na przedramionach jestem w stanie znieść zimą, co najważniejsze dla mnie po szyj nie wieje nawet jeśli się zapomni o szaliku.

Pozdrawiam zimowo ;)